Info

INFORMACJA TURYSTYCZNA


Rozdziały pojawiają się nieczęsto, ale za to dość długaśne są, soł ;) endżoj, maj friends.

czwartek, 17 marca 2016

Chapter 1: Rumors in the leaves.



Południowe słońce wisiało nad Wioską Liścia, pogrążoną w rebudowie. Odbywało się to głównie kosztem jednego shinobi, który właśnie padał na twarz z wycieńczenia.
– Kapitanie, mógłbyś jeszcze…
– Nie, nie dam rady.
– Ale chodzi tylko o dziurę w dachu…
– Nie, błagam! Nie dzisiaj!
– A mój sklep? Brakuje w nim podstawowych mebli.
– To chyba robota dla cieśli!
– No właśnie.
– Ludzie! Litości! Są też tradycyjne metody! Deska, piła, młotek, gwoździe!
– No, ale kapitan wystarczy, że klaśnie w dłonie, to co to za wysiłek.
– Ogromny! Ledwo żyję!
– A to może chociaż…
– NIE!
– Kapitanie! Proszę nie uciekać! Jak to tak! Ka-pi-ta-nieee!
Spieprzał, ile sił w nogach pozostało. Kiedy poczuł się bezpieczniej, skryty za ścianą jednego z domostw, które własnoręcznie postawił, na jego ramię spadła czyjaś dłoń. Pobladł, pewien, że zaraz znów ktoś będzie go zmuszał do niewolniczej pracy.
– Dobrze się spisałeś, Yamato.
– Kakashi! – Odetchnął z ulgą, widząc jedynie śmiejącego się do niego Hatake. – Czy to, no wiesz? Oficjalna pochwała?
– To znaczy? – Zmarszczki pod okiem Kakashiego, powstałe pod wpływem uśmiechu, natychmiast się wygładziły.
– No wiesz… – Yamato ściszył głos. – Czy to słowa uznania od nowego hokage?
– Nabijasz się – pojął Kakashi i westchnął.
– Nie śmiałbym, hokage–sama! – A jednak zdradzały go roześmiane oczy.
– Jak taki jesteś mądry, zaraz każę ci oficjalnie dalej zapierniczać.
Kakashi wyraźnie spochmurniał, a przez twarz Yamato przemknął cień strachu.
– Więc to już? Wybrali cię?
– Nieformalnie – mruknął Hatake, skubiąc węzeł swojego ochraniacza. – Popołudniu mają zwołać zgromadzenie i wszystko zatwierdzić.
– O kuźwa – orzekł kapitan Yamato. – Poważnie.
– Cóż, wszyscy musimy dawać z siebie… wszystko. – Kakashi  strzelił kośćmi palców, patrząc gdzieś ponad jego głową. – Muszę już iść – obwieścił niespodziewanie, jakby nagle sobie o czymś przypomniał.
– Jakieś ważne sprawy?
– Tak… Można tak powiedzieć. Jutro z pewnością nie znajdę na nie czasu, więc… korzystam z okazji.
Przejęta mina Yamato rzedła coraz bardziej, im dłużej wpatrywał się w plecy odchodzącego Kakashiego.
– Ty stary lawirancie! – zakrzyknął, celując w niego palcem. – Wiem, dokąd idziesz!
Kakashi przyspieszył kroku, chowając ręce w kieszeniach. Nie obejrzał się za siebie.
Is there another way?
Zrobił to później, chcąc się upewnić, czy Yamato go aby nie śledzi. Nie miał ochoty spędzić swojego ostatniego dnia na wolności, jak nazywał ten dzień w myślach, na bezsensownych utarczkach. Starczyło, że musiał unikać Guy’a, który od rana próbował wyzwać go na pojedynek. Tymczasem on miał przecież ważniejsze sprawy na głowie.
– …a latarnie gasną, jak on wyje, tak słyszałem i wszystkich ogarnia trwoga!
– I co?
– No mówią, że to podobno użytkownik wilczego żywiołu.
– Nie ma przecież czegoś takiego!
– Też nie słyszałem, ale tak gadają. Wiem, że się go boją, ci moi krewniacy.
– Ale to co, widzieli go, czy jak?
– Widzieć - nie widzieli, ale podobno słyszeli. Że to taki skowyt, zajadły, im większy księżyc, tym przeraźliwszy, mówili.
– Czego się bać jakiego wycia? Mało to wilczych się wydziera na pełnie?
– Ale że się wszystkim na płacz zbiera, wtedy? Zupełnie, jakby urok rzucała, ta bestia. Czy co to.  Bo oni mówią, że chociaż ma kły i pazury, to podobno po ludzku chodzi.
– Teraz to zmyślasz.
– Nie! Jak wioskę kocham! Dlatego tak to nazywają, że to użytkownik. Żeby to jakoś pojąć. Chyba.
Kakashi mimowolnie przystanął, przysłuchując się tym plotkom.
Wilczy żywioł? Myślał, przywołując wspomnienia. Znałem kiedyś kogoś, kto używał tego terminu.

Biegliśmy razem, całym stadem. Ja pierwszy. Próbowałem się ścigać z wilkami, ale wilcze łapy szybko zrównały ze mną krok.
Co jest? Kondycha siada, co?
Nie odpowiedziałem, przyspieszyłem, próbując odzyskać przewagę.
And wandering without that much to say
Nie przemęczaj się tak, bo osiwiejesz. Jeszcze bardziej…
– Nie jestem siwy!
Wtedy jeszcze dawałem się od czasu do czasu sprowokować. Zwłaszcza, że wilki, z jakimi się zadałem, miały wyjątkowy dar trafiania w moje czułe punkty.
A jaki?
– Taki mam kolor włosów!
Zmarnowałem trochę tchu na czczce odzywki i dałem się wyprzedzić. W mojej głowie rozległ się śmiech. Nieuciążliwy, choć obcy i kpiący.
Pakkun mi dorównał, rzucając porozumiewawcze spojrzenie i sam spróbował szczęścia przy objęciu prowadzenia w tym wyścigu. Kłapnęły szczęki, rozbrzmiały warknięcia, pazury darły kore drzew przy odbiciu. Otaczały mnie zwierzęce susy i rywalizacja. Wilczy głos rozbrzmiewał w naszych głowach.
Nie prześcigniesz mnie. Jesteś tylko psem.
– A ty nawet nie jesteś ninkenem.
 I tak jestem dla ciebie za szybka.
– Suka.
Ano. A teraz wrrróć do szeregu.
Pakkun został w tyle.
– Rządzi się jak jakaś alfa – szczeknął, zwracając się do mnie.
– W końcu każda wataha musi jakąś mieć. – Rzuciłem mu krzywy uśmiech.
– Ale to ty powinieneś tu dowodzić.
– Próbowałem. Ale wiesz co? Nie poddam się tak łatwo.
Ścigaliśmy się do samego serca lasu, nawzajem się wyprzedzając. Kiedy dotarliśmy na niedużą polanę, oboje padliśmy na nią zziajani. Odpoczywaliśmy, dopóki nie dogoniła nas reszta stada.
Kto wygrał? – zapytał Bisuke.
– Ja.
Ja.
Wilcze ślepia piorunowały mnie wzrokiem, ale niezrażony odwzajemniałem spojrzenie.
– Skończcie te flirty, chyba nie po to się tu fatygowaliśmy? – wysapał Shiba. Wywalony język zwisał z boku jego pyska. – Co my tu właściwie robimy?
Buru zaskomlał, ochładzając organizm poprzez otwarcie wielkiej paszczy.
– Kakashi założył się o coś z tą psowatą kreaturą – przypomniał Urushi i mówił do mnie dalej, ignorując ostrzegawcze, gardłowe warknięcia. – Nie wierzę, że Inuzuka wmanewrowali cię w wychowywanie takiego…
Wilk skoczył mu do gardła, warcząc wściekle na Buru, który próbował stanąć między nimi. Buldog jako jedyny był gabarytem potężniejszy od niego, choć wilk nie osiągnął jeszcze swoich docelowych rozmiarów. Był w stadzie najmłodszy, ale dzika natura i wrodzona chęć dominacji wystarczyła, by Buru podkulił ogon i zszedł mu z drogi. Zdążyłem zareagować, zanim wilcze szczęki zacisnęły się na karku Urushiego.
A life lived much too fast to hold onto
– Spokój! – zażądałem, chwytając za grzywę sierści i odciągając agresywne wilczysko od ninkena. – Spokóóój… Bo nie będzie kolacji! Ja rozumiem ustalanie hierarchii i tak dalej, ale nie pozwolę nikogo zagryzać.
To naucz swoje psy, żeby trzymały pysk.
W dłoniach została mi sierść, gdy pozwoliłem zwierzęciu się wyrwać, ale nie spuszczałem z niego uważnego spojrzenia. Sytuacja wyglądała na opanowaną i choć przez chwilę wyglądało to groźnie, nikt się tym specjalnie nie przejął. Takie zachowania były normalne w świecie zwierząt. W pewnym sensie tworzyliśmy watahę, a w niej takie porachunki były na porządku dziennym. A tu chyba mieliśmy coś w stylu walki o dominację i to na tle rasowym. No cóż. Mimo wszystko wierzyłem, że z czasem wypracujemy między sobą jakieś porozumienie.
– Więc przegoniłeś nas wszystkich po lesie w imię jakiegoś zakładu? – dziwił się Guruko, jak gdyby nigdy nic kontynuując temat.
To było ramach treningu – wyjaśniłem – więc bez marudzenia mi tu proszę.
– Ale o co się założyliście? – Akino usiadł przy mojej nodze, zadzierając łeb.
O to, że mam rację.
– No dobra. – Spojrzałem w dwubarwne ślepia. Ciężko było oderwać od nich wzrok, nawet jak już się do nich przyzwyczaiło. – Pokaż co potrafi ten twój „wilczy żywioł.”
Moim myślom ukazał się uśmiech, drapieżny, nie ten, który widziałem teraz, zarysowany na tle wystających z pyska wilczych kłów, chociaż nieco podobny.
Wilk zaczął wyć. Zerwał się wiatr. Wilk uderzył o ziemię potężną łapą, a ziemia zaczęła drżeć. Rozejrzałem się, uspakajając psy. Pod nami wiły się korzenie drzew, wyraźnie widziałem ich ruchy, jakby chciały wypełznąć na powierzchnię. Wiatr się wzmagał, w powietrzu wirowały liście, te poderwane z ziemi i te oberwane z drzew, które chwiały się coraz gwałtowniej, wyginając, kłaniając światu. Psy zaczęły szczekać, zaniepokojone. Niemal nic już nie widziałem, piach i pył pchał się do oczu, wraz z liśćmi przesłaniał widok.
– Stop! – zacząłem krzyczeć, próbując zagłuszyć wyjący wiatr, osłaniając twarz rękoma. – Przerwij to, natychmiast!
Nie wiem czy moje słowa przebiły się przez rumor wichury, ale wszystko powoli ustało. Opadła kurtyna zamieci i…
– O mój Boże.
But this is all i ever was
Kulturalnie się odwróciłem. Ninkeny milczały. Nie wiem, czy w ogóle zauważyły, że najbliższe drzewa są teraz mniej lub bardziej pochylone ku ziemi. Jedno chyba w ogóle było wyrwane z korzeniami, opierało się teraz smętnie o całą tą niestabilną drewnianą konstrukcję, jaką był teraz skraj polany. Ale to nie on skupiał uwagę psów, które gapiły się przed siebie z rozdziawionymi pyskami. Poza Pakkunem, on tak jak ja, nie oglądał tego po raz pierwszy. Ale pewno wyglądaliśmy wtedy tak samo głupio.
Chyba już wiem, dlaczego przyszliśmy rozstrzygnąć ten zakład w środku lasu – wyznał Uhei, kładąc po sobie uszy na znak ciągłego niespokoju.
– Racja. Nie chcemy, że ktoś w Wiosce wiedział.
– Ale ty nie wyglądasz na zaskoczonego – Urushi wyglądał na nastawionego jeszcze bardziej wrogo – co, Kakashi?

– Kakashi!
Odwrócił się, dając się wyrwać z zamyślenia.
– Shizune? O co chodzi? – Wznowił marsz, nie bacząc na to, że goni go asystentka Tsunade.
– Musisz udać się ze mną do gabinetu hokage.
– Ja tu jeszcze nie rządzę.
– Mówię poważnie. – Shizune wyglądała na zmęczoną. – Jest mnóstwo dokumentów, które domagają się natychmiastowej uwagi kogoś odpowiedzialnego za Wioskę, masę papierów do podpisania, deklaracje wojny, przed chwilą przyszła pilna wiadomość z Piasku, musisz się tym zająć…
– Dobra, dobra. Wpadnę tam wieczorem.
– Nie rozumiesz. Tego jest masa, porządkowałam to całą noc.
Wizja spędzenia na papierami całej nocy wyraźnie Kakashiego przytłoczyła.
– Tylko jedną sprawę załatwię. – Jeszcze się bronił, chociaż wiedział, że przegrał.
– Pójdę z tobą, żebyś po drodze się nie zgubił.
Odkryte, ciemnoszare oko Kakashiego zerknęło na Shizune z politowaniem.
– Daj spokój. Jestem dużym chłopcem, trafię. – Uniósł rękę, by zatrzymać to, co chce powiedzieć Shizune. – I mam pełną świadomość powagi sytuacji. A teraz żegnaj. Za kwadrans będę w gabinecie.
– Czyli za godzinę – westchnęła, ale odpuściła. – Powiesz mi chociaż dokąd idziesz, żebym wiedziała, gdzie zacząć cię szukać, gdy już uznam cię za zaginionego?
– Idę… do świątyni. Pomodlić się za…
– Dobra, dobra – przedrzeźniła go, machając na niego ręką. – Już ja wiem, co jest twoją świątynią. Grupę poszukiwawczą wyślę najpierw do księgarni.



– Izumo! Co ty wyprawiasz, Izumo?!
– Hm?
– Przysypiasz w czasie pracy?!
– Wcale że nie!
– Przecież widziałem!
– W takim razie to chyba tobie coś się przyśniło!
– O co się kłócicie, dattebayo?
Ninja przerwali sprzeczkę i oboje spojrzeli na blondyna, który do nich podszedł.
– Naruto! Nie miałeś być teraz na misji?
– Ano, już wróciłem. – Uzumaki podrapał się w tył głowy, robiąc na niej jeszcze większy bałagan i ziewnął szeroko. – O, mistrz Kakashi! – Pomachał ręką do szarowłosego mężczyzny, który przechodził drugą stroną i choć się nie zatrzymał, to podniósł dłoń w geście pozdrowienia i uśmiechnął się (a przynajmniej o taki wniosek można się było pokusić na podstawie obserwacji zmarszczek, jakie pojawiły się w okolicy jedynego widocznego oka), zanim zniknął w księgarni. – To co to za awantury?
Fragile sound
– No bez przesady, nikt się nie awanturuje – zaprzeczył Kotetsu i walnął swojego kompana w plecy, co prawdopodobnie miało być formą przyjacielskiego klepnięcia. – Po prostu dbam o to, by nasz Izumo nie tracił czujności.
– Czujności? – zdziwił się Naruto, marszcząc brwi i obrzucając zaciekawionym spojrzeniem stanowisko, które obejmowała dwójka shinobi tuż przy bramie wioski. – No bo co wy tu tak właściwie wiecznie robicie?
– Pilnujemy, rejestrujemy, kto wchodzi, a kto opuszcza Wioskę, a coś myślał? – burknął Hagane. – Że sprzedajemy bilety do cyrku?
Naruto parsknął, oburzony i wskazał na Hagane palcem.
– Aleś ty dzisiaj zmierzły, panie Kotetsu! – oskarżył go, rozpylając w powietrzu kropelki śliny. – Wstałeś lewą nogą, czy dziewczyna dała ci kosza?!
– Ty mały… Myślisz, że jak sobie jesteś bohaterem, to wszystko ci wolno?! – Kotetsu zaczął podwijać rękawy, jak człowiek szykujący się do spuszczenia komuś łomotu, ale Izumo powstrzymał go, stosując krótkiego kuksańca.
– Daj spokój. Chłopak ma trochę racji. Jesteś dzisiaj wyjątkowo sfrustrowany.
– Może dlatego, że tylko ja traktuję naszą pracę serio!
– Co cię napadło z tą robotą! Zupełnie, jakbyśmy wykonywali te obowiązki pierwszy raz! – Izumo podniósł głos, nie rozumiejąc nastawienia przyjaciela. Naruto wodził wzrokiem od jednego do drugiego, mrużąc oczy i oczekując na rozwój wydarzeń.
– Przecież w pewnym sensie tak jest! Po tym wszystkim… – Hagane poprawił plaster, który ciągnął się przez środek jego twarzy na wysokości nieco poniżej nasady nosa. – Nie myślisz, że powinniśmy się bardziej zaangażować?
– Co masz na myśli?
– No… Wszystko. Czwarta wojna, czasy w jakich żyjemy. My jesteśmy odpowiedzialni za to, kogo wpuszczamy do wioski. – Kotetsu zdawał się być naprawdę przejęty. – Do tego te okropne plotki. – Tym razem widocznie się wzdrygnął.
The world outside just watches as we crawl
– Jakie plotki? – Zainteresowali się Naruto z Izumo.
– Co wy, nic nie słyszeliście? – Hagane popatrzył z wyższością na kręcących głowami towarzyszy. – Cała wioska od nich huczy. Podobno – Kotetsu zniżył głos do konspiracyjnego szeptu – z Piasku nawiało jakieś paskudztwo i teraz rozrabia, plądrując kraje, które przemierza. Mówią, że jest wygłodniałe i bezlitosne. I zmierza w naszą stronę.
– I niby co to jest? – Kamizuki unosił brwi z powątpiewaniem.
– Niektórzy twierdzą, że to potomek Shukaku, inni nazywają to wilczym żywiołem. Wszyscy zgadzają się, że ma ostre kły i długie pazury.
– Wilczy? Znaczy się, ale że co. Coś takiego, jak kocie ninja? – dopytywał Naruto, wysłuchując plotek z ogromnym zaciekawieniem.
– Nie, raczej nie – zaprzeczył Kotetsu. – Pewni świadkowie uważają, że to człowiek. Opowiadają, że zmienia kształty i wygląda niepozornie, dopóki się go nie rozzłości. Znalazło się kilku takich, co to wierzą, że to jakiś jinchuuriki, wilczy demon.
Po ostatnich słowach Kotetsu zapadła cisza, podczas której jego słuchacze analizowali zasłyszane informacje, mocno marszcząc brwi. W końcu Naruto wybuchnął krótkim śmiechem.
– Taaa, dobra! Jinchuuriki! – śmiał się, złapawszy się za brzuch. – Gdyby istniał jeszcze jeden, wiedziałoby o tym Akatsuki.
– Skąd wiesz, że nie wiedzą? – Hagane, nieco nadąsany, że jego opowieść nie dostarczyła spodziewanej dawki trwogi, postanowił wstawić się za plotkami. – Myślisz, że wysłaliby nam telegram, gdyby odkryli coś takiego?
Naruto przestał się śmiać i wrócił do marszczenia brwi.
– Nie, to niemożliwe – orzekł tym razem spokojnie, po dłuższym zastanowieniu. – Znam historię o demonach. Niemożliwe, żeby było ich więcej.
– Wierz, w co chcesz. – Hagane wzruszył ramionami. – Ale wszystkie te niemożliwe sprawy, mają głęboko wyrąbane na to, czy w nie wierzysz, czy nie. To im w egzystencji nie przeszkadza. Na tym świecie istnieją takie zjawiska jak Orochimaru, którego laboratorium wypuściło na świat sporo różnych dziwów. A przecież takich świrów jak on na pewno było więcej.
– Na szczęście Orochimaru już nie eksperymentuje – odezwał się Izumo, wyraźnie znużony tymi absurdami – chyba że w piekle, a my mamy piękny, słoneczny, spokojny dzień i ani wilków, ani podejrzanych shinobi na horyzoncie… – Ledwo to powiedział, jego wzrok padł na stojącą nieruchomo w bramie wioski postać. Naruto i Kotetsu podążyli za jego spojrzeniem i cała trójka zaczęła obserwować tajemniczą osobistość, która najwidoczniej nie mogła się zdecydować, czy wkroczyć do wioski, czy też nie. Miała na sobie płócienny płaszcz podróżnych z zarzuconym na twarz kapturem. Ręce wciskała w głębokie kieszenie wierzchniego okrycia i kołysała się na piętach, najwyraźniej coś rozważając. Kiedy otworzyły się drzwi księgarni znajdującej się niedaleko bramy, opadła na pięty i zamarła.
– Czy… Co jest? – Naruto zwrócił spojrzenie na Kakashiego, który pojawił się przed księgarnią. Postać w bramie zdawała się mu przyglądać, podczas gdy Hatake nie odrywał wzroku od okładki książki, którą nabył. Już po chwili zaczął jednak zdradzać objawy niepokoju. Podrapał się w kark, w bark, podciągnął spodnie, wsunął nawet palec pod opaskę, żeby potrzeć oko.
– Założę się o ramen, że dźgnie się w sharingana – mruknął Naruto, a Izumo i Hagane w milczeniu przyjęli zakład.
Crawl towards a life of fragile lines
– Au! – jęknął Hatake, a łzy pociekły nawet z jego odsłoniętego oka. Rozejrzał się i dostrzegł Uzumakiego, który wciąż nie odrywał od niego wzroku, zgarniając kupony do Ichiraku z triumfującym uśmiechem. Kakashi westchnął, wskazał palcami na swoje oczy, a potem na Naruto, dając mu do zrozumienia, że ma go na oku i odszedł, a postać w bramie znów ożyła. Uniosła podbródek i zdawało się, że…
– Węszy? – Brwi Hagane zbiegły się na środku czoła, a gdy przybysz ruszył wreszcie z miejsca, wkraczając do Wioski, zareagował jako pierwszy: – Stać! Hej, ty tam! Proszę tu podejść!
Zakapturzony podróżnik zatrzymał się i zwrócił w ich stronę. Rozejrzał się jeszcze na boki, zanim powoli podszedł do trójki shinobi, na których jak kurtyna opadała emanująca od niego groza, tym większa, im bliżej podchodził. Kiedy był już na tyle blisko, że mógł swobodnie oprzeć ręce o kontuar, Kotetsu i Izumo, którzy za nim siedzieli, odchylili się maksymalnie na krzesłach, by zachować dystans.
– Do mnie mówicie?! – zagrzmiał niski, warkotliwy głos.
„Strażnicy Wioski” pokiwali twierdząco głowami, nie śmiąc się odezwać, a nieznajomy prychnął kpiąco.
– Co się stało z gościnnością Liścia… – Wciąż nie widzieli twarzy rozmówcy, na którą padał cień od kaptura.
– T-takie czasy – próbował ich usprawiedliwiać Izumo. – Trzeba wzmóc czujność, panie… – zawiesił głos, licząc, że podróżny się przedstawi, jednak nic podobnego się nie stało.
And wasted time
– Musimy poznać pańskie personalia. – Kotetsu dzielnie kontynuował próby ujawnienia danych osobowych przybysza. – Mamy tu rejestr, z którym mamy obowiązek skonfrontować każdego, kto nas odwiedza.
– Można wiedzieć w jakim celu? – zapytała postać, nachylając się w stronę Hagane, którego na moment odurzył duszny zapach kurzu, jaki niesie powietrze tuż przed tym, nim zacznie wiać porywisty wiatr, zapowiadający zmianę pogody.
– No, żeby… znać liczbę oraz tożsamość shinobi, jacy znajdują się na naszym terenie? – Kotetsu przełknął ślinę, czując się, jakby brał udział w jakimiś egzaminie.
– Tego się można domyśleć, ale dalej nie wiem, na chuj wam ta wiedza. – Postać wyraźnie sobie kpiła; w jej głosie pobrzmiewały nuty rozbawienia. – Co to za śmieszne wymogi? Kwestia bezpieczeństwa? Chyba zabieracie się za to ciut za późno. – Gestem wskazała w stronę Wioski, która właśnie była w trakcie odbudowy.
– Lepiej późno, niż wcale – stwierdził cicho Izumo.
– Nie czaję. Myślicie, że zakradnie się tu ktoś, kto będzie chciał…co? Przecież wioska jest już zniszczona.
– Słuchaj no pan! – Nie wytrzymał w końcu Naruto. – Nie kwestionuj pan rozporządzeń nowego hokage! Albo się pan przedstaw i miejmy to z głowy, albo stąd zmiataj!
Przedsmak grozy, jaki miał szansę zaprezentować się wcześniej, teraz się wzmógł, gdy postać zwróciła się w stronę Naruto, przeszywając go spojrzeniem, którego źródła chłopak nawet nie był w stanie dostrzec, co niezmiernie go irytowało.
– To ty posłuchaj, gówniarzu. – Chociaż jeszcze nie pojawiła się wyraźna groźba, to głos wydobywający się spod kaptura już był nią nasiąknięty. –  Lepiej nie wchodź mi w drrogę, ostrzegam. Nie po to wrrracam, po latach, do domu, żeby jakieś szczyle mnie tu legitymowały!
Naruto zamrugał kilkukrotnie powiekami.
– Zaraz… To ty jesteś stąd? – zdziwił się i spróbował zajrzeć pod kaptur. Udało mu się nawet chwycić materiał w dwa palce, ale zanim zdarł go z ukrytej pod nim twarzy, oberwał po łapie.
– Jeśli w ogóle można powiedzieć, że skądś jestem, to tak, chyba stąd. – Postać sama sięgnęła do twarzy dłonią obleczoną w rękawiczkę bez palców i odrzuciła kaptur, postukując w mocno sfatygowany ochraniacz, jaki miała przewiązany przez środek czoła. Ochraniacz celowo zawiązany był krzywo, by symbol liścia, jaki jeszcze był widoczny wśród licznych zadrapań, nie był zasłonięty przez długą, ciemną grzywkę, tak jak połowa młodej, kobiecej twarzy. I to ta twarz interesowała teraz Naruto, Izumo i Kotetsu dużo bardziej, niż jakiś stary, wysłużony ochraniacz.
– Jesteś dziewczyną – zauważył spostrzegawczo Uzumaki.
– Z grzeczności nie zaprzeczę i lepiej przestań patrzeć na mnie tak, jakbym była pierwszą dziewczyną, którą widzisz od bardzo długiego czasu – warknęła, a jej altowy głos, mimo, że ukazała nie pasującą do niego aparycję, wciąż wywołał nieprzyjemne wrażenie, jakby był stworzony do bluzgów i wydawania niepochlebnych opinii. – To co? Mogę iść zobaczyć czy moja chata dalej stoi czy…
– Nie tak prędko! – Kotetsu poczuł się pewniej, widząc przed sobą jedynie kobietę, może nieco tajemniczą, ale nie tak groźną, jak wszystko to, co wyobrażał sobie, że może kryć się pod kapturem. – Mówisz, że jesteś nasza, okej. Ale sam ochraniacz tego nie potwierdzi. Tym bardziej, że… – Tym razem to Hagane nachylił się w stronę kobiety, badawczo przyglądając się jej czołu. – Czy ja wiem, czy to w ogóle liść? Tak porysowane to wszystko… A znamy takich, co to kreślili po swoich ochraniaczach. – Kotetsu pokiwał głową , wysuwając dolną szczękę jak rasowy mafioza i niemal za to nie dostał z byka.
– On mnie obrrraża! – wrzeszczała kobieta, powstrzymana przez Uzumakiego. – Nie macie pojęcia, z kim zadzieracie, łajzy!
– To może powiedz wreszcie, kim jesteś, dattebayo! – wysapał młody ninja. Kobieta co prawda nie była ani poważnej postury, ani muskulatury, ale wyrywała się tak zaciekle, że musiał włożyć sporo wysiłku w utrzymanie jej z dala od Hagane, który nie przejmował się zaistniałą sytuacją. Przeciwnie. Wczuł się w rolę urzędnika, zasiadł prosto na krześle, po czym sięgnął po opasły, przykurzony tom, którym walnął o blat.
– Imię! – zażądał rzeczowym tonem, otwierając księgę mniej więcej pośrodku. Ta stanowczość najwyraźniej podziałała na kobietę, bo przestała się szarpać. Teraz jedynie wbijała w niego skonsternowany wzrok.
– Moje imię? – upewniła się, a Naruto, widząc, że już nie zanosi się na rękoczyny, puścił ją.
– Twoje, twoje, a czyje!
– A wiesz, że to nawet ciekawe pytanie… – Kobieta wyraźnie się zadumała, jakby naprawdę nie była  pewna odpowiedzi. – Hei.
– Hej, ahoj, siemano! – podchwycił Kotetsu. – Super, że wreszcie mamy za sobą cywilizowane powitanie! A teraz podaj imię!
– Hei!
– No hej!
– Nie „hej”! Hei!
– Ja nie mogę, co jest nie tak z babami–ninja. – Kotetsu sprawiał wrażenie załamanego, ukrywając na moment twarz w dłoni. – Dobra. Spróbujmy inaczej. – Pełen najgorszych przeczuć wzniósł znów oczy na twarz podróżnej. – Nazwisko.
– No to żeś teraz, gościu, przywalił z grubej rury. – Kobieta pokiwała z uznaniem głową. Tym razem nie mogło być żadnych wątpliwości. Zmarszczone brwi, podbródek oparty o pięść, wyraz bezbrzeżnego skupienia – ona naprawdę poważnie zastanawiała się, co odpowiedzieć.

And in time as one reminds the other of the past
– Dosyć tego. – Nawet Izumo zdążył się zirytować. – Co jest, laska nie wie, jak się nazywa? – dodał szeptem, rzucając Kotetsu porozumiewawcze spojrzenie. – Ona ewidentnie kombinuje, jak się pod kogoś podszyć.
– Bez takich mi tu! – oburzyła się nieznajoma, wszystko słysząc. – Dajcie mi się zastanowić. Dawno nie uczestniczyłam w… cywilizowanym życiu z tymi wszystkimi śmiesznymi formalnościami, a kwestia mojego nazwiska jest raczej skomplikowana.
Nikt jej nie uwierzył.
– Masz trzy sekundy. Albo podasz nazwisko, albo idziemy do Yamanaki.
– Co za niehumanitarne metody.
– Jeden…
– Wy tak na poważnie? Mówiłam, że muszę się zastanowić!
– Dwa…
– Dobra, rozumiem!
– Trz…
– Inuzuka! – wyrzuciła z siebie wreszcie ciemnowłosa. – Spróbujcie Inuzuka, do cholery.
Hagane i Kamizuki znów wymienili spojrzenia, ale nie skomentowali tej odpowiedzi ani słowem. Kotetsu zaczął wertować grubą księgę.
– Serio, to ten wasz indeks? – prychnęła kobieta. – Z którego jest wieku? A ty co się tak gapisz? – ofuknęła dodatkowo Naruto, który mrużąc niebieskie ślepia, wciąż się w nią wpatrywał z wojowniczą miną.
– Kogoś mi przypominasz – oświadczył i niezrażony kontynuował obserwację. Ciemne, właściwie czarne włosy były długie, aż do przesady i sprawiały wrażenie szorstkich. Czerwona, szeroka klamra spinała ich górną partię i zbierała na czubku głowy w wysoki, sterczący we wszystkie strony kuc. Tak jakby kobieta nie słyszała, że świat obrodził w rzemieślników, wyspecjalizowanych w dbaniu o fryzury klientów. Tą teorię potwierdzała jej grzywka, tak długa, że nawet odrzucona na bok, zasłaniała sporą część jej oblicza i sięgała aż za brodę. Co za tym idzie, widoczne było tylko jedno jej oko, czarne, żarzące się w pełnej ekspresji połówce twarzy jak węgielek. Ono właśnie najbardziej z czymś się Naruto kojarzyło. Na pewno widział już w czyichś oczach podobnie tlący się płomień. Może gdyby odgarnąć te przeklęte kłaki, coś by skojarzył. Prawie zdecydował się na ten samobójczy krok, gdy Kotetsu podniósł głowę znad księgi i zawołał:
– Nie ma! – Brzmiało to niemal triumfująco. – To znaczy nazwisko Inuzuka oczywiście występuje w spisie, ale nie wyglądasz mi ani na Hanę, ani Tsumę, tym bardziej na Kibę! – Hagane zatrzasnął księgę, ignorując obłok kurzu, jaki się znad niej wzbił i rzucał dziewczynie oskarżające spojrzenie.
– No to nie wiem – westchnęła ciężko, biorąc się pod boki i niecierpliwie przytupując nogą. – To może spróbujcie… – wymamrotała niezrozumiale jakieś nazwisko.
– Że jak? – Izumo nadstawił ucha, a ona znowu wydukała coś pod nosem. – Zlituj się, dziewczyno! Nie słyszę, co mówisz!
– Mówię, że spróbujcie pod „H”!
– „H” jak…?
– Hatake.
Zapadła pełna konsternacji i zdziwionych spojrzeń cisza. Kotetsu nigdy nie słyszał o kimś, kto nie był Kakashim, a nosiłby jego nazwisko. Nie było tajemnicą, że cała jego rodzina od dawna nie żyje. Mimo to Hagane otworzył indeks na wskazanej literze i wodził palcem w dół strony, nie spuszczając wzroku z zagadkowej, wciąż nieznajomej postaci. Kiedy w końcu zatrzymał palec i opuścił głowę, spodziewając się znaleźć tam wymienione nazwisko i nie spodziewając się znaleźć więcej, niż jednej pozycji, zastygł.
– Jest – obwieścił z najwyższym zdumieniem, które udzieliło się wszystkim pozostałym, nawet dziewczynie. – Hatake Hei… – zrobił pauzę, wyczytując imię – Heivika.
Wywołana wyrzuciła w górę obie ręce w zwycięskim geście.
– Skoro mamy to wreszcie z głowy… Czołem! – Odwróciła się napięcie, salutując, a czarna fala włosów owinęła się wokół niej.
Trójka Shinobi stała jeszcze jakiś czas, obserwując oddalającą się postać, dopóki jej podskakujący kucyk nie znikł z ich pola widzenia.
– Kim ona, u diabła, jest. – Hagane znów wpatrywał się w spis. Nikomu nigdy nie przyszło do głowy sprawdzać Kakashiego, więc dotąd nie zauważono, że nie tylko on figuruje pod nazwiskiem „Hatake”. – Nie przypomina nikogo z tego klanu.
– Za to jest podobna do kogoś zupełnie innego. – Izumo sięgnął po plik listów gończych i czarny flamaster, następnie przygryzając czubek języka, zaczął coś kreślić na jednym z nich, zasłaniając dzieło ręką, żeby nikt nie podejrzał. Kiedy skończył, z dumą pokazał im portret Sasuke, któremu domalował kucyka, dłuższe włosy i zakolorował mu pół twarzy. – I co? Jak myślicie?
– Czy ja wiem? – Kotetsu przyglądał się krytycznie zdjęciu Uchihy, nie mogąc się zdecydować. – A ty co uważasz, Naruto?
Uzumaki niechętnie patrzył na pokreśloną przez Izumo twarz Sasuke. Wizerunek przyjaciela na liście gończym powodował w jego sercu niemiłe kłucie. Wzruszył ramionami, czując się naraz dziwnie nieswojo.
How am I losing you?
­– Chyba nie bardzo. Chociaż… Może trochę. Musiałbym zobaczyć całą jej twarz. – Naruto zmierzwił słomiane włosy, a jego pełna stu pomysłów na minutę głowę zaczęła pracować na pełnych obrotach. Musiał zobaczyć jej twarz. Jej oczy. Coś mu mówiło, że to wiele wyjaśni.



15 komentarzy:

  1. A ja się do jasnej cholery pytam, czemu ja nic nie wiem, że jest rozdział. Na blogspocie wgl mi te powiadomienia giną gdzieś w ferworze tych notek katalogowych, a Ty nic nie mówisz! A ja akurat musiałam to znaleźć jak zaraz ide na autobus...
    Najpierw przeczytałam, że popołudniowe słońce wiało... Ale po filozofii wszystko jest możliwe.
    Ooooo :D Yamato, lubię go.
    Osz kurwa. Zrobiłaś HokageHatake :D
    Ale ja nie wiem gdzie on idzie!
    Czytać? Podglądać kogoś? Tarzać się z Ivrel/ Ikari/kimkolwiek w liściach?
    Wilczy żywioł? Chaos?
    "ścia przy objęciu prowadzenie "
    prowadzenia.
    Ech, z kim się Twoja bohaterka nie zna co? z kiedyśtam...
    Hohoho :D
    Reszte doczytam wieczorem, na razie jestem w połowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie doczytała jeszcze marudzi *wystawia jęzora* zna tych co znaja tajne-ugrupowanie-czarny-plaszcz-czerwona-chmura, czyli jak wszyscy ;D
      i nie, jeszcze z nikogo nic nie zrobilam :D toc byl taki odcinek ze sie zanosilo ze posadza hatake na trona wioski liscia :D no nie?
      poprawiam błeda, thx! :*

      Usuń
    2. Oczywiście, bo jeszcze nie przeczytałam, ale i tak wiem, że będzie mi za mało. A w ogóle to roszczę sobie to choleryryryrene prawo do prywatnego newslettera na nazwisko Tristitia :P
      No było, ale tylko że się zanosi, ale nie został :P

      Usuń
    3. :D ok, bede newsletterowac speszjali for ju, ale ja nie wiam jak Ty to robisz, ze Ci to z 'obserwcaji' umyka ;D

      Nu a gdzie tu mam, ze został? ;D

      Usuń
  2. *u* Zakochałam się w tym rozdzialiku.
    Kaszalot Hokage! Ohohoho~!
    Jeszcze ta niesamowita organizacja (morderców, chodzących od wioski do wioski w tym samym stroju) XD
    Wilczy żywioł..
    Powiedzmy, że jestem pod wrażeniem i czekam na dalszą część!

    Pozdrawiam, Hinata Uchiha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra akcja z Kotetsu i Naruto :D ja unikam Naruto, bo go w sumie nie lubię :D i ciężko mi go jakoś no zrobić.
    "Znaczy się ale że co."
    Mimo wszystko trzymałabym się przecinków przed ale i że.
    "-Zaołżę się o ramen, że dźgnie się w sharingana – mruknął Naruto, a Izumo i Hagane w milczeniu przyjęli zakład."
    Dobree
    "otetsu przełknął śliną,"
    ślinę
    ", jakby btał udział"
    brał?chyba?
    "j, ahoj, siemano! – podchwycił Kotetsu. – Super, że wreszcie mamy za sobą cywilizowane powitanie! A teraz podaj imię!"
    Szablon utrudnia mi zaznaczanie tekstu. Ale generalnie, kuźwa dobreee :D w huy
    "-Hei!
    – No hej!
    – Nie „hej”! Hei!
    – Ja nie mogę, co jest nie tak z babami–ninja. – Kotetsu sprawiał wrażenie załamanego, ukrywając na moment twarz w dłoni. – Dobra. Spróbujmy inaczej. – Pełen najgorszych przeczuć wzniósł znów oczy na twarz podróżnej. – Nazwisko.
    – No to żeś teraz, gościu, przywalił z grubej rury. – Kobieta pokiwała z uznaniem głową. Tym razem nie mogło być żadnych wątpliwości. Zmarszczone brwi, podbródek oparty o pięść, wyraz bezbrzeżnego skupienia – ona naprawdę poważnie zastanawiała się, co odpowiedzieć."
    Piękne! Piękne, no mistrzostwo. Rozkręcasz się.
    "
    Zapadła pełna konsternacji i zdziwionych spojrzeń(przecinek) cisza."
    Heivika
    Teraz to Ty żes dojebała

    Wilczy żywioł. Kuźwa. No ja nam kminie chaos, ale to już będzie chyba trochę przegięcie, co?

    OdpowiedzUsuń
  4. stanowczo za mało. chce więcej. od razu najlepiej wszystko.

    okej, teraz wiem, miej więcej w jakim czasie jesteśmy, jeśli to jest ten czas co myślę, to się dobrze wstrzeliłaś w moje gusta, bo tego mi właśnie brakowało u kisiela, że zrobił taki w chuj przeskok między kronikami huraganu a szkarłatnym księżycem, to musisz to teraz wypełnić. :D

    nie wiem, nie widzę jeszcze, podkreślam jeszcze, związku między wilkiem a shuukaku, ale znając połączenie Wilczy-pustynia-mumford, na pewno będzie to logiczne połączenie, więc brnij w to. Jest to coś oryginalnego i na prawdę chcę wiedziec, jak z tego wybrniesz.

    bardzo fajny jest motyw pani Hatake. Czy kim ona tam jest. Bo to jest jakby wzięte zaczęte od drugiej strony, jakby od końca, ale zarazem od środka i fajnie, jak bedzie retro i czekam na nie i tak ma być! :)

    Heikiva. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie że jest tu coś z Ivrel, Iki, Hale'a i pewno jeszcze coś się znajdzie. Nie zdziwię się, jeśli będzie to coś mitologicznego.

    Wilki powinny rozjebać psy pana Kaszalota. Za to że nie chce chodzić po batony do sklepu.

    Długo mi szło pisanie tego, bo strasznie mam zimno w domu.

    OdpowiedzUsuń
  5. O i jeszcze! Strasznie mi sie podoba to, ze na samym początku jest tych dwóch debili z bramy. Jak ja za nimi tęskniłam.

    Ale chyba przede wszystkim tęskniłam za moim bratem. Twardogłowy ratuje swoją głupotą i tym, że wgl jest, dattebane!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedyne, co mnie troche razi w oczy, ale to jest mój chyba uraz, że użyłaś Guy, zamiast Gai. Osobiście nie jestem włąśnie do tego "zangielszczenia" przekonana :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, napisy w anime jadą mu od Guya, wiec ja jestem do tej formy przyzwyczajona, ale nie powiem, jako że jestem uzależniona od googli no to i znalazłam, ze oficjalnie wyszło, ze Guy, nie Gai, więc zostawiam tak, chyba, że będzie bardzo przeszkadzać.

      Mmm. Połowa tego rozdziału, to plotki,wiec jakbym miała wybrnąć z każdej z nich... Nie, po co. W każdej plotce jest ziarno prawdy, ale cała reszta to fałszywe tropy.

      Heivika nie jest z mitologii, stety niestety, sama jej tak pojechałam.

      jakie od konca, jakie od srodka, a moze chodzi po prostu o pokrewienstwo, e? -.-
      nie. wiecej tego nie zrobie. moja glowa zrodzila dosc tego typu spiskowych teorii, ktore ledwo sama zdzierżyłam. ale moglabys chociaz udac, ze nie wiesz o co chodzi, kurwa mac. >;S

      Usuń
  7. No w końcu uwolniłem się od szybkiego tempa mojego życia i weekendowej pracy , także znalazłem czas , żeby uwaznie przeczytac Twój nowy rozdział.
    Powiem Ci , że zaskoczyłaś mnie tymi plotkami. Ciekawie dopracowane , zresztą jak cały rodział. Wszystko wygląda tak jakby nie miało ładu i składu , a jednak ma jakiś wiodący motyw.
    Nie ładnie wkręcać ludzi !!
    Polot moim zdaniem , wyścig psów :p dobrze , że nie szczurów...
    Co do kwestii Gai czy Guy , kwestia kto jest azjatą , a kto Americanem xD więc mnie wsio ryba , bo można być Polakiem i czytaj Gaj xD Dattebayo.
    Czekam na więcej i więcej. Czekam na spotkanie Wilczego żywiołu z ... z kim ? Nie wiem co by było lepsze na przód , ale nie podważam Twoich zamysłów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam cię serdecznie ;).

    Zacznę od tego, że jestem bardzo mile zaskoczona, nie sądziłam, że to Twoje opowiadanie aż tak mi się spodoba! Serio, jest tu jakaś intryga, jest dużo humoru i bardzo, bardzo dajnie i szyvko się czyta :). Wręcz za szybko, bo teraz pozostaje czekać...
    Po prologu byłam pod wrażeniem twoich opisów, a tu w pierwszym rozdziale przeważają dialogi i to podoba mi się jeszcze bardziej! Czytam i czuje się jakbym oglądała anime. Brawo dla ciebie i twojego stylu :) Jedno pytanie, te wytłuszczone, niebieskie, angielskie teksty mają jakieś znaczenie? Z początku sądziłam, że to linki do muzyki, ale nie. Mają jakąś rolę czy są jedynie ozdobnikami?
    Ja ci nie powiem błędów, bo sama robię :P Grunt, że dobrze się czyta, w twoim przypadku bardzo dobrze.
    Właściwie będę powtarzać, ale po krótce ci powiem co mi się spodobało :D. Yamato i jego budowle, biedny, ludzie strasznie go wykorzystują xD. Kakashi i jego wyjście do kaplicy, haha :D no i rzecz jasna przybycie nowego nieznajomej. To Deidara, tak? :P Z tym imieniem i nazwiskiem to dał czadu, a Izumo i Kotetsu rozgarnięci jak nie wiem + towarzystwo Naruto, przy nich wioska nie zginie normalnie :P

    Dobrze, to ja uprzedzam, że czekam na next'a i idę się zapisać do obserwatorów :)
    dużo weny!!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Jakże mi niezmierrrnie wenotwórczo po takim komentarzu! I jak się cholernie ciesze, ze sie podoba! Zaraz odpalam mjuzik z jutuba i bede tanczyc! :D Cieszę, naprawdę sie ciszę ^^

      A, njebjeskje wstawki mówisz, no, to moje takie przyzwyczajenie, że każdy rozdział pisze w towarzystwie jakiejś piosenki, która mi pasuje do wydarzen i tak mi zostalo, ze wplatam jej tekst w swoj , co, tez tekst ;D Zawsze jest to piosenka proponowana w odtwarzaczu, pozostawiam czytelnikom opinie, czy song pasuje czy nie, ale dla mnie jest to cos co mnie ogromnie jara (jak tekst typu 'born without a mask, no wiesz, od razu widze kakashiego i mi sie pali pod palcami, opisujac scene, w ktorej moglabym do iego nawiazac). Czesto inspiruje mnie dana piosenka, choc rownie czesto bywa tak, ze nagle znajduje mi sie jakas piosenka, ktora bedzie mi i mojej logice wysmienicie pasowac pod cos, co juz wymyslone. Takze, mam nadzieje ze wymyslilam no i mam nadzieje ze cytaty z piosenek nie przeszkadzaja. Kierowalam sie do tej pory opinia, ze czytelnik ma podobne odczucie jak ja, czyli, ze cos po prostu... wlazło. ;D albo i nie! ;D

      Ta, Kakashi i kaplica, dobrze wemy jakie miejsce jest dla niego tak swiete ;D

      Aaa, mowisz Deidara? :D No, to mnie teorią zaskoczyłaś ;D ciesze sie z roznych interpretacji, bo w kazdej jest troche prawdy, un! :D Wiec ani nie potwierdze ani nie zaprzecze. Na razie ;D

      Cieszę się, że do mnie dotarłaś, bardzo! <3

      Usuń
  9. Cześć i czołem! Nie znalazłam zakładki "spam", ale być może jestem zbyt ślepa, aby ją odszukać. W każdym razie jestem tutaj, aby zawiadomić Cię, iż Twój blog został pomyślnie dodany do spisu "W przestworzach M&A". Cieszymy się, że postanowiłeś się do nas zgłosić. Nie zapomnij o naszym buttonie/linku! :D
    Pozdrawiam
    Yakiimo

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział! :)
    Czekam na coś nowego od Ciebie :P

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Członkowie Akatsuki:

Follow by Email

Shinobi Ukrytych Wiosek:

Archiwum bloga

Kliknij w Kyuubi'ego

Kliknij w Kyuubi'ego
Będzie Ci donosił, gdy Wilczy znowu coś tu nabazgroli.

O Wilczym:

Moje zdjęcie
Jestem piekielnym ogarem. Ucieleśnieniem wrót do Tartaru. Jestem latem. Jestem polana benzyną. Jestem parnym tchem promieni. Szeleszczę jak huragan wśród liści. Jestem powietrzem. Jestem kolorem indygo. Jestem złowieszczą opowieścią na dobranoc. Nie jestem twoja i nie jestem nikogo innego. Jestem kawałkiem z ogniska i zakrętką mineralnej wody. Nie dosięga mnie percepcja krzyku, zrozum to, zrozum. Mam wielkie bezduszne serce i nie potrafię kłamać. Kocham mieć święty spokój. Jestem całkiem prosto skomplikowana.

Inforrrmacje.

Obrazki do szablonu zaczerpnęłam z DA. Przygotówkę, napis w nagłówku, lekkie przerobienie tła rąbnęłam sama, posilając się kodami. Dziękuję artystom z DA, że udostępniają swoje prace. Thx i składam hołd.