Info

INFORMACJA TURYSTYCZNA


Rozdziały pojawiają się nieczęsto, ale za to dość długaśne są, soł ;) endżoj, maj friends.

środa, 25 stycznia 2017

ALTERNATIVE SHOT

Rozdział z regular story się pisze, a jako czaso-umilacz proponuje Wam ten oto alternative szot, który napisałam kiedyś za karę, bo za dużo wypiłam... Przeczytałam go jeszcze raz i uznałam, że nie jest zły, sama się zaskoczyłam końcówką, bo zapomniałam, ze to się tak potoczyło, więc... Zapraszam na


TERYTORIUM TERRORU



Zagryzała wargi, wpatrując się w migoczący na ekranie kursor. Utknęła i za nic nie mogła ruszyć dalej. Postukiwała nerwowo palcami w obudowę komputera, intensywnie myśląc, ale nie wymyśliła nic poza tym, by otworzyć sobie wino. Wzdychając ciężko, zamknęła pokrywę laptopa, zdjęła go z kolan i odłożyła na stojące obok biurko.
there’s a notebook on the table
 Wstała, przeciągnęła się, mrucząc przy tym jak kot i otworzyła szafę. Sięgnęła do jednej z półek, gdzie między rzeczami schowała butelkę czerwonego półsłodkiego wina na czarną okazję. Macała chwilę ręką wśród ubrań, ale nie mogła znaleźć niczego prócz nich. Marszcząc brwi, kontynuowała poszukiwania, a kiedy dłuższy czas na nic nie natrafiła, zaczęła ze złością wywalać za siebie ciuchy.
– Co jest, do cholery! – Wspinała się na palce, zaglądając na półkę, aż wszystko z niej wyrzuciła. Nie znalazła żadnej butelki. – Co za menda! – krzyknęła, pojmując, co się stało. – Ty gnido, niech ja cię dorwę…
Jak na życzenie usłyszała chrzęst przekręcanego zamku. Odwróciła się w stronę drzwi i opierając ręce na biodrach, czekała. Tak jak się spodziewała, gdy tylko drzwi się uchyliły, ujrzała czarny łeb, wciąż nachylony nad kluczami, a potem jej współlokatorka wtoczyła się do pokoju.
– Łops! – zawołała, stawiając kilka chwiejnych kroków. Byłaby się wyrąbała na twarz, gdyby w porę nie chwycił ją za szmaty długowłosy blondyn, którego ze sobą przytaszczyła. –  O, sześć, Tris. Myśśślam, że będzieszsz…  usz spaś.
– Nie, na twoje nieszczęście, nie śpię, Hei! – Tris nie zamierzała odpuszczać koleżance. – Znowu wracasz pijana! Znowu wypiłaś moje wino, chociaż je przed tobą schowałam! I na dodatek – spojrzała na blondyna, który ściskał w ramionach Hei, niby by zapobiec jej kolejnym przechyłom – przyprowadzasz ze sobą jakiegoś transwestytę!
– Ej! Tylko bez takich! – Chłopak patrzył na nią gniewnie mętnymi, bladoniebieskimi oczyma. Właściwie to tylko jednym okiem takiego rodzaju, bo drugie skryte było pod złocistą grzywą włosów. – Trochę szacunku, un.
Tris prychnęła, odwracając się od spowitej alkoholowymi oparami dwójki.
– Żenujące. Z kim ja zamieszkałam, na Boga.
– Ej, Triszu… – Hei wykaraskała się z objęć towarzysza i zaatakowała Tris od tyłu, wieszając się jej na szyi. – Nie byś taka… tak… taki zimny drrrań! – zdecydowała się wreszcie, a Tris skrzywiła się, czując przy twarzy jej nieprzyjemny od niestrawionego alkoholu oddech. – Ssszpokojnie. On ma kolegę.
– Boże. – Tris najwyraźniej zwątpiła w łaskawość wszechświata, opierając dłoń na czole. – Jeszcze tego brakowało.
Hei odciążyła ją od swojej osoby i wciąż pozostawała w dobrym humorze.
– E! Przyprowadziłam kogoś dla siebie… dla ciebie… w rrramach rrrekompem… rekompent…
– W ramach rekompensaty to ty mi masz odkupić dobrego winiacza – poinstruowała ją Tris, mierząc pijaną kumpelę wściekłym spojrzeniem.
so you won’t forget the groceries anymore
– Ok! A teraz ci przedstawię… – Rozejrzała się po pokoju, odsunęła na bok zdziwionego blondyna, jakby się spodziewała, że ktoś się za nim ukrywa, po czym wyjrzała na korytarz. – No! Wchodzisz czy nie? – krzyknęła na kogoś, kto chyba siedział pod ścianą, bo patrzyła w dół, po czym wyciągnęła rękę, jakby chciała pomóc komuś wstać. Jej dłoń uścisnęła inna, większa dłoń. Męska, choć Tris mogłaby się założyć, że widziała pomalowane na ciemny kolor paznokcie.
– Trrris! To mój kuzyn! – ogłosiła, wciągając do pokoju wysokiego, sprawiającego ponure wrażenie faceta. Podobnie jak jego kolega, on też miał długie włosy, tylko czarne i całe szczęście zrezygnował z pomysłu, by upinać je w wysokiego kuca na czubku głowy, na poczet zwykłego końskiego ogona, związanego na karku. – Wydaje źe byź w tfff…tfoim typie!
– Dobra, już! Skończyłaś to swatanie? – Blondyn okazał zniecierpliwienie. – To chodź tu! – Pociągnął Hei na łóżko, wciągając ją na siebie.
– No to mnie przedstawiła – stwierdził smętnie mężczyzna, wciąż stojąc w drzwiach. Wyglądał, jakby chciał zareagować przeciw temu, co widzi, jednak dał sobie spokój, gdy dostrzegł, że Tris go obserwuje. – Pomyśleć, że sam go z nią poznałem – powiedział do niej i pokręcił głową z dezaprobatą. – Nie wiem co mnie podkusiło, ale nie będę się teraz przyglądał opłakanym skutkom tej decyzji. – Odwrócił się i odszedł bez słowa pożegnania.
Tris już miała puścić głośną wiązankę bluzgów, które odzwierciedliłyby, co myśli na temat zaistniałej sytuacji, ale zanim nabrała w płuca powietrza, usłyszała głos z korytarza:
– Idziesz, czy masz zamiar to oglądać?
Jeszcze raz spojrzała z niesmakiem na mocno zajętą sobą parę. Nie było nad czym się zastanawiać. Porwała z wieszaka kurtkę, a zanim wybiegła, jej wzrok zahaczył o wiszący na ścianie plastikowy karabin snajperski PGM Hecate II. Był to eksponat z SAO2, na który Hei wydała całą swoją tygodniówkę wypracowaną w nocnym barze, a Tris po raz pierwszy żałowała, że to tylko atrapa.
there’s a rifle in the cabinet
Zatrzasnęła za sobą drzwi i rozejrzała się po korytarzu. Nikogo nie dostrzegła.
– Tutaj – znowu rozległ się ten głos, więc podążyła w jego kierunku, wciągając na siebie kurtkę. Znalazła go za rogiem (KLIK), opartego o ścianę z założonymi na piersi rękami.
– Mogą ją tam z nim zostawić? – zapytała Tris, dosuwając suwak skórzanej kurtki. – Nie zje mi jej, ten twój kumpel? Bo jak wychodziłam, wyglądało to tak, jakby miał taki zamiar.
– Więc martwisz się o moją kuzynkę? – zapytał mężczyzna, ale jego pozbawiona ekspresji twarz przeczyła temu, by go to obchodziło.
– Naprawdę jesteście spokrewnieni?
– A co? Nie wyglądamy?
Tris zlustrowała go z góry na dół. Faktycznie, jakaś nuta podobieństwa między nimi grała. Oboje mieli kruczoczarne włosy i najwyraźniej w ich rodzinie dziedziczyło się grymas twarzy, jakiego nie powstydziłby się żaden seryjny morderca. Z tym, że u Hei ta mimika ewoluowała w stronę ekspresji rasowego zbiega z oddziału zamkniętego Psychiatryka imieniem doktora Lectera. O pewnym stopniu pokrewieństwa mógł też świadczyć błysk, jaki dostrzegła teraz w czarnych oczach nieznajomego. Ze względu jednak na heterochronię Heiviki, to podobieństwo nie rzucało się w oczy, jako że tylko jedno z oczu, to czarne, było podobne, za to drugie, niebieskie skutecznie odwracało od tego uwagę.
– Tak tylko weryfikuję, co plecie po pijaku. – Tris wzruszyła ramionami. – To dokąd mnie zabierzesz?
Zamiast odpowiedzieć, wziął ją za rękę, a przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
– Chwileczkę! – oburzyła się Tris, wyrywając dłoń. – Nawet nie wiem, jak masz na imię!
that I used to fight a war
– Itachi. – Wyciągnął dłoń, grzecznie czekając, aż dziewczyna sama ją uściśnie, a kiedy Tris dała się na to nabrać, znów pociągnął ją za sobą.
– Co za facet! – fuknęła, ale już się nie szarpała. – Nie chcesz wiedzieć, jak ja się nazywam?
– Już to wiem.
– Aha.
Wyszli na ulicę. Noc była parna i wyjątkowo głośna. Ulice tętniły życiem, jakby większość mieszkańców metropolii Konohagakure postanowiła wybrać się na nocne przejażdżki. Z pootwieranych okien akademiku dolatywały dźwięki najróżniejszych gatunków muzyki. Zewsząd dochodził gwar piątkowych imprez: śmiechy pijanych ludzi wychodzących z klubów, głośne śpiewy balangowiczów wracających do domów, dudnienie basów z lokalnej dyskoteki, nawet odgłos puszczanego na chodnik gdzieś niedaleko pawia.
– Dokąd idziemy? – zaniepokoiła się dziewczyna, patrząc w górę, na twarz milczącego mężczyzny.
– Do mnie.
– Nie podoba mi się tempo tej randki, naprawdę…
– To nie jest randka.
– Nie?
– A chciałabyś, żeby była?
– Nie, a ty?
– Nie wiem. Może.
– Dlatego ciągle trzymasz mnie za rękę?  
Nie odpowiedział od razu. Zerknął na nią kątem oka i wzmocnił uścisk dłoni.
– Trzymam, żebyś się nie zgubiła. Albo nie uciekła. Konoha przestała być bezpiecznym miejscem, zwłaszcza o tej porze i zwłaszcza dla ślicznych dziewczyn.
– Banalny argument i jeszcze banalniejszy komplement – ziewnęła Tris, udając znudzoną, ale jej policzki nieco pokraśniały. Pozwoliła się prowadzić za rękę, a jej początkowo niechętne nastawienie zaczęła dominować ciekawość, zwłaszcza, gdy zatrzymali się przed ekskluzywnym, najdroższym w mieście hotelem.
– Chyba mi nie powiesz, że to znaczy do ciebie… – zaczęła Tris, ale urwała. Coś się zmieniło, jakby atmosfera nagle zgęstniała. Itachi się zatrzymał i zdawał się przyglądać czemuś wewnątrz.
– Zaczekasz tutaj? Na chwilę. – Mimo wszystko zabrzmiało to bardziej jak polecenie.
– Świetnie, jeszcze przed sekundą się bałeś, że ci zwieję, a teraz…
Mężczyzna już jej nie słuchał. Puścił jej dłoń i postąpił dwa kroki w przód, a szklane wysokie drzwi rozstąpiły się przed nim.
– Pięknie. – Tris splotła ręce na piersi i już prawie podjęła decyzję, by kontynuować nocny spacer, ale coś przykuło jej uwagę. Ktoś, ściśle mówiąc, ten sam ktoś, dla którego Itachi porzucił ją tuż przed wejściem do hotelu. Zdecydowanie musiał być ciekawą personą. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie, stojąc sobie w środku lata w podbitym czerwonym futrem czarnym, płóciennym płaszczu. Kiedy Itachi do niego podszedł, dziwak rozłożył ramiona w powitalnym geście. Przez moment rozmawiali, a potem rozmowa zdała się zejść na jej temat, bo tajemnicza postać wychyliła się zza Itachiego, który bardzo starał się zasłaniać sobą widok, i zsunęła z czubka nosa jaskrawe, pomarańczowe okulary. Tris nie mogła dostrzec jego oczu, za to skorzystała z okazji, by przyjrzeć się jego twarzy. A raczej z chęcią by skorzystała, bo mężczyzna  (teraz już była pewniejsza jego płci, widząc męską fryzurę w postaci ciemnych krótkich, sterczących włosów) kamuflował swoją facjatę jak się dało. Prócz półprzezroczystych gogli w opalizującym kolorze miał również tenisowy daszek w tym samym kolorze, a pomarańczowy golf naciągnął sobie na pół mordy. Oboje mierzyli się z odległości spojrzeniami, aż mężczyzna poklepał Itachiego po ramieniu i spróbował go wyminąć, co było dość trudne, jako że Itachi uparcie tarasował przestrzeń. Dziwaczny facet zaczął coś do niego krzyczeć i Itachi wreszcie skapitulował, podążając za nim z miną cierpiętnika.
Drzwi znów się rozsunęły. Pierwszy przeszedł przez nie barwny mężczyzna, rozkładając szczodrze ramiona.
– U, więc jesteś dziewczyną Uchihy? – zaszczebiotał, przygarniając do siebie skrajnie zaskoczoną dziewczynę. – Nie mogę tego zaaprobować, wiesz o tym? – Odsunął ją od siebie na odległość wyciągniętych rąk. – Trochę się boję, że zbytnio go rozkojarzysz.
– Tobi, błagam – jęknął Itachi.
– No co! Jesteś moją inwestycją! Troszczę się, jako twój… – zdawało się, że Itachi syknął ostrzegawczo, co zmieniło ton wypowiedzi Tobiego – promotor.
– Promotor? – Tris miała prawdziwy mętlik w głowie. – W co ja się, u diabła, wplątałam.
– Och, to ja was zostawię! Itachi na pewno wszystko ci wyjaśni! – Tobi puścił ją i odwrócił się do czarnowłosego mężczyzny. Nagle jego postawa zdała się… poważniejsza. Już nie wyglądał śmiesznie. Nawet jego głos przestał brzmieć, jakby połknął piszczałkę. – I mam nadzieję pamięta, że ma kupę roboty do wykonania.
Itachi zacisnął wargi i patrzył na niego twardo. Sprawiał wrażenie, jakby chciał zapytać o coś w stylu „jaki jest sens istnienia wrzechświata”, ale ostatecznie się nie odezwał, tylko jego oczy wysyłały jasny komunikat, że coś mu się tu żywnie nie podoba.
but to this day i don’t know what I’m fightn for
– Co. To. Było. – Tris przeniosła wzrok z oddalającego się dziwaka, który wsiadł do zaparkowanej pod hotelem limuzyny (szofer, który otworzył mu drzwi był śmiesznym facetem o trudnej do określenia karnacji – Tris raz się wydawało, że do murzyn, raz że białas i to najbledszy, jakiego w życiu widziała) z powrotem na Uchihę.
– Nie możemy udawać, że nic? – Itachi stanął w drzwiach, przepuszczając dziewczynę pierwszą.
– Nie ma mowy – zaperzyła się blondynka. – Muszę wiedzieć, co to za jeden.
– Przecież powiedział.
– Że niby promotor? – Dziewczyna zmarszczyła brwi. – Ale to by znaczyło, że…. Coś studiujesz?
Trzymał ją w niepewności, dopóki nie usiedli na brzegu hotelowego basenu, przy całodobowym barku, oferującym pyszne drinki.
– Prawo? – dopytywała Tris, mieszając słomką w swoim malibu. – Wyglądasz na adwokata… A może ekonomia? Chcesz być maklerem finansowym? Albo chirurgia? Też nie? Okulistyka? Nie, nie wiem czemu o tym pomyślałam… Czekaj, to może matematyka? No chyba nie Akademia Sztuk Pięknych?
– Psychologia – odpowiedział w końcu, usadowiwszy się wygodnie na leżaku ze szklanką whisky w ręku. – Wróciłem, żeby zrobić doktorat.
– Psycholog? – Dziewczyna zmierzyła go taksującym spojrzeniem. – Nie, nie budzisz mojego zaufania. Nie umówiłabym się nawet na darmową wizytę.
Znowu ten cień uśmiechu, igrający na jego ustach, tak łatwy do przeoczenia.
– A widzisz, pozory mylą. Jestem całkiem dobry w… zaglądaniu ludziom do głowy. Bywam bardzo… przekonujący.
– Czyżby?
Oboje zwrócili ku sobie głowy, ich spojrzenia się skrzyżowały. Im dłużej Tris patrzyła w oczy Itachiego, tym bardziej jej się wydawało, że te oczy nie są czarne, lecz czerwone. Że dostrzega w nich swoje odbicie. A w odbiciu swoich oczu dostrzega jego, a w jego oczach…
Świat zaczął zwalniać. Przez chwilę była w stanie rozpoznać, co jest prawdziwe, a co nie, ale te granice szybko uległy zatarciu, a ona pogrążyła się w uczuciu odrealnienia.  Wraz z nim pojawiały się inne odczucia. Takie jak pewność, że on jest dla niej kimś bliskim. Że znają się bardzo długo. Od zawsze. Że się przyjaźnią. Bardzo. Może nawet kochają? Że mogliby być razem. Założyć rodzinę. Razem się zestarzeć. A potem…
show me love when we get older
Jej myśli gnały naprzód jak szalone. Nie miała pojęcia czy pije pierwszego drinka, czy piętnastego. Czy to dlatego, że się upiła? Wrażenie, że spędziła tu w cholerę dużo czasu. Nie noc, nie dzień, a rok, całe lata, podczas których Itachi tak jak teraz zadzierał głowę, by obserwować niebo, bo „Niebo wszędzie jest takie samo. Takie samo jak w domu.”
W końcu chyba zasnęła. Obudziła ją biel, jasna, wdzierająca się w zmysły jak ostrza brzasku. Mrucząc z niezadowolenia, otworzyła oczy. Znajdowała się w przestronnym pokoju, w wielkim, miękkim, małżeńskim łożu. Z niepokojem spojrzała w bok, ale nikt nie leżał obok niej, ani po jednej, ani po drugiej stronie, a pościel nie była na tyle pognieciona, by pokusić się o obawę, że ktoś spał tam wcześniej. Trochę odwagi kosztowało ją również odrzucenie kołdry, jednak okazało się, że jest ubrana. Poza tym, że nie miała na sobie butów i kurtki, nie brakowało żadnej innej części garderoby.  
Zsunęła się z łóżka, czując pulsujący ból głowy. Czyżby rzeczywiście wczoraj przesadziła z alkoholem? I pomyśleć, że miała czelność wyrzucać wcześniej Hei, że ta się upija. Co za hipokryzja.
Rozejrzała się po apartamencie. Był z kategorii „Póki co mnie nie stać”. Na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że jest tu sama, ale miała podstawy, by twierdzić, że to nie ona wynajmowała ten pokój. Wbrew pozorom wiedziała, gdzie jest. Pamiętała Itachiego, hotel, dziwnego kolesia, który ich zaczepił, drinki nad basenem… I u się film urywał.
Usłyszała ciche, elektroniczne piknięcie i zwróciła głowę w tamtą stronę. Zobaczyła elektroniczny zegar stojący na szafce, który właśnie wskazywał ósmą godzinę. Było wcześniej, niż się spodziewała. Nie zaspała na żaden wykład i miała całe dwie godziny, żeby dotrzeć na pierwsze zajęcia. Zdąży nawet zawitać do akademiku, żeby wziąć szybki prysznic.
Znalazła swoją kurtkę na wieszaku i buty, ustawione równo, obcas koło obcasa, tuż koło drzwi. Zanim wyszła, pomyślała, że chętnie by się czegoś napiła, jako że suszyło ją niemiłosiernie. Wróciła do pokoju. W rogu znajdował się urządzony w bieli aneks kuchenny i lśniąca, wąska lodówka. Ruszyła do niej, a kiedy w środku znalazła rząd półlitrowych mineralnych wód, poczuła prawdziwą ulgę. Zabrała jedną butelkę, odkręciła i popijając, zamknęła lodówkę. Dopiero teraz zauważyła jakąś kartkę, przyczepioną do lodówki srebrnym magnesem. Marszcząc brwi i nie przestając pić, ściągnęła ją, by przeczytać.
Musiałem wyjść wcześniej. Mam nadzieję, że spałaś dobrze. Czuj się jak u siebie. Na stole jest dla ciebie śniadanie. Zobaczymy się później?”
Nie było podpisu, ale przecież nie był potrzebny.
Tris poczuła na sercu dziwne ciepło. I wcale nie wydawało jej się to dziwne, że facet, którego prawie nie znała, zostawia jej na lodówce kartki. Nie, właściwie, to spodziewała się czegoś w tym stylu, przecież…
Zamrugała parokrotnie, wpatrując się z konsternacją w lodówkę. Niedokończona myśl uciekła z jej głowy, pozostawiając poczucie, że była czymś ważnym. Tris wzruszyła ramionami i zakręciła wodę. Zajrzała pod srebrną zastawę, pod którą kryło się śniadanie, zabrała na drogę wystygniętego tosta i opuściła apartament.


Do swojego pokoju wchodziła bardzo ostrożnie. Trochę bała się, co tam zastanie. Przez chwilę nawet podsłuchiwała pod drzwiami, ale nie doszły jej żadne podejrzane dźwięki. Otworzyła drzwi i zajrzała do środka. Nic się nie poruszało, nikogo nie dostzregła. Otworzyła drzwi szerzej i już pewnie weszła do środka, kierując wzrok na łóżko współlokatorki. Spała. Sama. Połowa jej ciała znajdowała się niemal w powietrzu, co mogło sugerować, że robiła komuś w nocy miejsce, dlatego teraz jej jedna ręka i noga zwisały smętnie poza krawędź łóżka. Tris uśmiechnęła się złośliwie i z całych sił trzasnęła za sobą drzwiami.
Efekt był dokładnie taki, jak się spodziewała. Heivi ocknęła się ze zduszonym okrzykiem typu „Kurwa!” na ustach, a chcąc się prędko poderwać na nogi, gwizdnęła na podłogę, skąd rzucała wściekło–zaspane spojrzenia śmiejącej się z niej blondynie.
and I’m falling at your feet
– Bardzo śmieszne, ty głupia krowo – warknęła Hei, łapiąc się oburącz za głowę i chwiejnie podnosząc się na nogi.
– Co jest? Kacyk doskwiera? – Tris szczerzyła zęby, nie żywiąc do przyjaciółki ani grama współczucia.
– Weź się odczep. – Hei wgramoliła się z powrotem na łóżko, ale zanim naciągnęła na siebie kołdrę, Tris złapała za jej róg i zabrała.
– Nie ma leniuchowania! Dzisiaj twoja kolej!
– Nie wygłupiaj się, Trrris, oddaj mi to!
– Nie ma mowy! Masz zrobić śniadanie. I kawę! Jak wyjdę, ma być wszystko naszykowane!
after thirty years of service
Dla pewności Tris wyniosła z sobą do łazienki obie kołdry. Kiedy wyszła, ku jej zdziwieniu, Hei nie zorganizowała zbrojnego buntu, wręcz przeciwnie. Na stoliku stały dwa kubki z parującą kawą, a między nimi talerz ze stosem kanapek, o ile można było nazwać tak byle jak pokrojone pajdy chleba pociągnięte grubo masłem orzechowym. To na pewno nie przeszkadzało Hei, która z widocznym apetytem pałaszowała jedną z nich.
Tris owinęła mokre włosy ręcznikiem i usiadła naprzeciwko niej, biorąc w dłonie swój kubek.
– Nie wiedziałam, że jesteś lesbijką – odezwała się, przerywając ciszę, gdy już upiła pierwszego łyka kawy.
Hei spojrzała na Tris z konsternacją.
– Przecież nie jestem.
– Nie? – Tris uniosła brwi, podpierając brodę na ręce.
– Czemu tak mówisz? – Obserwowanie jak Hei zmusza się do myślenia na kacu wynagradzało krzywdę nocnej tułaczki. Tris mogłaby w nieskończoność patrzeć jak kumpela się męczy, ciesząc się tą namiastką zemsty.
– Może dlatego, że sprowadziłaś sobie tu na noc dziewczynę?
– Niby kiedy? – Nie do wiary, jak ona dawała się urabiać, gdy trybiki w jej głowie zwalniały.
– Wczoraj? – podpowiedziała Tris, walcząc, by nie roześmiać jej się w twarz, widząc tą pełną skupienia minę. – Co, nie pamiętasz?
  Dopiero teraz zaczęło się robić naprawdę zabawnie, bo w różnobarwnych oczach dziewczyny pojawił się realny strach, że rzeczywiście czegoś nie pamięta z pijackiej eskapady. Zaczęła pocierać czoło palcami, jakby to miało pobudzić produktywność mózgu albo przywrócić utracone wspomnienia.
– Urwał mi się film? Niemożliwe… Nie wypiłam tak dużo. – Spojrzała z nadzieją na Tris, jakby licząc, że ta jej coś podpowie, ale Tris milczała. – P–Pamiętam wszystko… Byliśmy w „Porcie”, przyjechał Itachi, poznał mnie ze swoim kolegą, który też studiuje na artystycznej uczelni… No i to z nim wczoraj wróciłam.
– No właśnie.
– No to o co ci… – Hei urwała, mrużąc skacowane, podkrążone oczy. – Aaa! Dobra! – Jej gardłowy, niski śmiech wstrząsnął pokojem. – Wiem do czego pijesz! Chodzi ci o to, że taki ładniutki, tak? – Czarnowłosa wyszczerzyła kły znad wielkiego kubka z kawą.
– Aż za – przyznała Tris, rozumiejąc, że dłużej tego nie przeciągnie. – Ja bym się bała do niego dobierać, co by się nie rozczarować, że mu czegoś brakuje.
– A widzisz, a ja lubię ryzyko. – Na twarzy Hei pojawił się pełen rozmarzenia uśmiech. – Tym razem się opłaciło.
– Dobrze, że dodałaś to „tym razem”.
– Inaczej byś śpiewała, jakbyś wiedziała, jaki jest uzdolniony.
– Powiedz, że mówimy teraz o jego talencie artystycznym.
– Pewno też. Ma takie zdolne dłonie… Gdybyś wiedziała, co on potrafi…
one to fit our need
– Bankai! – wrzasnęła Tris, przerywając Hei, nim nabijanie się z jej kochasia stało się obusiecznym narzędziem zemsty, a widząc jej zdziwione spojrzenie, wyjaśniła: – To moje hasło bezpieczeństwa. Nie będę słuchać, co żeście tu w nocy wyprawiali.
– Się znalazła ta praworządna. Zazdrościsz, że poznałam kogoś fajnego – prychnęła Hei, robiąc naburmuszoną minę.
– Błagam – żachnęła się Tris. – Pamiętasz chociaż, jak ma na imię?
– Pewnie.
Tris czekała, ale gdy milczenie się przedłużało, zwątpiła i prychnęło kpiąco. Zostawiała Heivikę, by sobie w spokoju to przemyślała i wstała, odstawiając do zlewu swój kubek. Zalała go wodą i zostawiła, wytarła ręce w kuchenny ręcznik, zerkając na współlokatorkę.
– Co? – Skacowana dziewczyna pociągnęła potężnego łyka kawy.
– Zastanawiam się, czemu się jeszcze nie zbierasz. Jest po dziewiątej.
Hei spojrzała na zegarek wiszący na ścianie.
– O kur…! – powiedziała, zanim przełknęła, w efekcie czego po brodzie ściekła jej strużka kawy. – O kurwa mać! – uzupełniła, widząc, że poplamiła sobie bluzkę. – Jasna cholera, szlag by to, do chuja pana… – Zaczęła miotać się po pokoju, rozbudowując wiązankę bluzgów i przekopując się przez sterty swoich ubrań, szukając czegoś czystego. Poszukiwania nie były owocne, więc jej panika narastała. W końcu zwątpiła.
– To jest bezsensu – stwierdziła i zagapiła się w okno. – Może po prostu dzisiaj zost…
– Nie ma mowy. – Tris sprężystym krokiem zbliżyła się do swojej szafki, wybrała szarą bluzkę z dekoltem w łódkę i rzuciła ją przyjaciółce. – Wkładaj i idziemy. Zaczynamy od wspólnych zajęć z literatury. Hatake chyba ci dał ostatnio do zrozumienia, że jak opuścisz u niego jeszcze choćby  pięć minut, to cię obleje.
– Katorga, nie życie – westchnęła smętnie Hei, ale posłusznie zaczęła się przebierać. Po kilku minutach wciąż była skacowana, ale i gotowa do wyjścia. Jednak nie dała się namówić na przespacerowanie dwóch kilometrów, w promieniu których znajdowała się uczelnia Tris.
– Dalej nie wiem, po co ciągają nas do was na wykłady – marudziła Hei, drepcząc na przystanek tramwajowy. – Na co nam ta literatura?
– Żeby takie niedouki jak ty, wiedziały coś oprócz tego, w której ręce trzymać ołówek! – Tris najchętniej dałaby jej po łbie, słysząc takie gadanie. Zlitowała się tylko dlatego, że dziewczyna wyglądała na naprawdę chorą, a Tris nie lubiła bić słabszych od siebie. Zamiast tego, zapytała: – Kupić ci colę? Podobno pomaga na…
– Tylko taką bez cukru.
Blondynka przewróciła oczami.
– Teraz zamierzasz liczyć kalorie? – prychnęła. – Trzeba było zacząć wczoraj, gdy postanowiłaś spożyć hektolitry alkoh…
– Nie wymawiaj przy mnie tego słowa.
– Wcale mi cię nie szkoda, wiesz? – Tris zapłaciła w kiosku za colę light w puszce i podała ją przyjaciółce już otwartą. – Wcale.
– Wiem. – Mimo wszystko Hei zdołała wyszczerzyć do niej zęby, zanim od razu pochłonęła cały gazowany napój, po czym donośnie chepła. – Od razu lepiej – oznajmiła i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, nie przejmując się pełną zniesmaczenia miną blondynki.
Lepsze samopoczucie Heiviki trwało, dopóki nie wsiadła do tramwaju. Po minucie jazdy była zielona, trzymała się kurczowo metalowej poręczy i wyglądała, jakby w każdej chwili gotowa byłą obrzygać wszystkich współpasażerów. Co prawda jakoś wytrzymała do końca podróży, ale rzygnęła, gdy tylko wysiadły.
– Dopiero teraz mi lepiej – orzekła, wycierając usta chusteczką, którą podała jej Tris i podnosząc niemal dumny z siebie wzrok na uczelnię, przed którą zwymiotowała. Któryś z grupy studentów, która ich mijała, uniósł do niej kciuka i zakrzyknął, że ma tak samo na widok szkoły, wzbudzając tym oświadczeniem śmiechy w swoim gronie. Hei machnęła ręką i wymamrotała coś w stylu „ A weź i się jebaj”, po czym przepłukała usta resztką coli. Spojrzała z byka na schody i westchnęła, decydując się z nimi zmierzyć. Kiedy dotarła na szczyt i odwróciła się w stronę Tris, ta nie miała już żadnych wątpliwości – czarnowłosa naprawdę była dumna ze swoich osiągnięć. Co najmniej, jakby zdobyła złoty medal na swojej własnej paraolimpiadzie.
Żeby wejść na teren uczelni, trzeba było przemierzyć przestronną poczekalnię, a potem odbić swój identyfikator w czytniku, by uruchomić mechanizm bramki, która przepuszczała studentów dalej. Tris  ruszyła do niej bez zastanowienia, ale Hei zatrzymała się, przetrzepując torebkę. Po chwili z jej czeluści wyciągnęła indeks i poszła się tłumaczyć na portiernię. Mimo, że indeks stanowił dowód, że tu studiuje, robiono jej problemy z wejściem, więc zaczęła się awanturować, chcąc wymusić na ochroniarzu, by ją przepuścił. Wkrótce jej podniesiony glos słychać było na całą poczekalnię.
– Czy to nie twoja urocza przyjaciółka tak wrzeszczy? – znudzony głos zabrzmiał gdzieś ponad głową Tris.
– Pan profesor! – zawołała zaskoczona dziewczyna i zerknęła na zegarek. – Czy wykład jeszcze się nie zaczął? – zapytała, marszcząc brwi. Było piętnaście po dziewiątej. – Znowu się pan profesor spóźnia na własne zajęcia? – Spojrzała na mężczyznę z politowaniem.
– Hej, to nie ja wymyśliłem kwadrans akademicki – odmruknął, zerkając na nią z góry. – Ja się tylko dostosowuję do moich studentów.
– Powie pan tym z ochrony, że Hei jest jedną z nich?
– A muszę?
– Inaczej będzie ją pan musiał oblać, a z tym będzie o wiele więcej roboty. I więcej krzyków.
– Masz rację – zgodził się, wzdychając. – Zajmę się tym, a ty zmykaj. Powiedz, reszcie, że będę pytał z dramatu.
Tris odsalutowała i powlokła się na salę wykładową, a mężczyzna zajrzał na portiernię.
– Yo. To moja uczennica, można ją przepuścić – odezwał się, ale wysoki, barczysty ochroniarz nie od razu spuścił z tonu.
– Jest pan pewien, panie Hatake? – zagrzmiał, a jego tubalny głos odbił się echem po kanciapie. – Ta tutaj – kiwnął głową na Heivikę – wygląda naprawdę podejrzanie, a wie psor, jakie mamy tu ostatnio rygory…
Kakashi uśmiechnął się ze zrozumieniem i rzucił lodowate spojrzenie Hei, która już otwierała usta, żeby coś odpyskować.
Show me love as we grow colder
– Zgadzam się, ale proszę mi zaufać. – Wychylił się i zabrał z rąk ochroniarza indeks, który ten wiąż wertował. – Ja się tym zaopiekuję – oświadczył, po czym schował go sobie do kieszeni. – Idziemy. – Złapał Hei za łokieć i wyprowadził ją do poczekalni, przez którą przeciągnął ją aż pod barierki.
– Musimy przejść razem – mruknął, ustawiając ją przed sobą i ściągnął z szyi swój identyfikator. – Gotowa?
Nie czekając na odpowiedź, Kakashi przyłożył plakietkę do czytnika. Bramka cicho pisnęła. Hei poczuła napierające na nią biodra mężczyzny, zmuszające ją do ruchu i miała dziwną ochotę stawić im opór, ale przejście w bramce nawet jej wydało się zbyt dziwne i zbyt mało romantyczne na takie prowokacje. Mimo to, kiedy znaleźli się po drugiej stronie, idąc na salę wykładową, Hatake zerkał na nią podejrzliwie. Hei zauważyła te spojrzenia i wyszczerzyła zęby.
– Co? Mam prrofesorrowi podziękować? – zapytała i nagle wyprzedziła go o pół kroku, raptownie się zatrzymując i odwracając w jego stronę. – No to dziękuję.
Oparła się o niego i wspięła na palce, sięgając ręką do czarnego, zwiewnego szala, którym mężczyzna zwykle się obwiązywał, zasłaniając przy tym połowę twarzy. Zdążyła odsłonić jego usta, zanim Kakashi się otrząsnął i złapał ją za przegub, powstrzymując.
– Co ty wyprawiasz?
Hei wzruszyła ramionami, wciąż się uśmiechając.
– Jesteś stuknięta. – Mężczyzna puścił ją i wyminął, przyspieszając kroku.
– Hej! To pan mnie cały rok podrywa!  – krzyknęła, biegnąc za nim.
– Zwariowałaś. – Kakashi poprawiał szal, rzucając dziewczynie zaniepokojone spojrzenie. – Jestem twoim profesorem. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby zadawać się ze studentką.
– Przecież widzę, jak pan na mnie patrzy, Hatake.
– Coś sobie ubzdurałaś – zapewnił, otwierając drzwi prowadzące do sali wykładowej. Nie zatroszczył się o to, żeby je przytrzymać, ale Hei udało się wślizgnąć za nim, unikając przytrzaśnięcia.
– My, kobiety, wyczuwamy takie rzeczy.
Takie rzeczy nie mają tu miejsca, zapewniam.
Hei nagle chwyciła go za rękę, krzywiąc się.
Let our love provide the heat
– Nie lubię, jak się ze mnie robi idiotkę – oświadczyła. Po jej flirtującym nastroju nie zostało ani śladu, a jej głos potoczył się głuchym echem po auli. Oboje dopiero teraz się zorientowali, że ich wymianie zdań przysłuchuje się połowa uczelni.
– Nie wiem o co ci chodzi, dziewczyno. – Kakashi wyszarpnął rękę z uścisku i ruszył w stronę mównicy. – Zajmij miejsce albo wynoś się z moich zajęć.
Hei prychnęła wściekle i ruszyła do drzwi, chcąc opuścić aulę.
– Ale jak przegapisz ten wykład, możesz się pożegnać ze studiami.
Heivika odwróciła się, tym razem powoli, zgryzając zębami. Patrzyła ze złością na Kakashiego, ale on nie zwracał już na nią uwagi, zbył zajęty porządkowaniem notatek na swojej katedrze, więc Hei, tupiąc głośno, ruszyła w górę po schodach, nie przejmując się odwracającymi za nią spojrzeniami i szeptami, które rozgorzały wokół. Dotarła do ostatniego rzędu, w którym zwykle siedziała i przecisnęła się przez ludzi, nie przepraszając nikogo, kogo poturbowała. Rzuciła swoją torbę na blat, gniotąc przy tym otwarte notatki Tris i opadła na wolne miejsce obok niej, zakładając ze złością ręce na ramiona.
– Eee… Hei? – zagaiła po pewnym czasie Tris, wciąż próbując rozprostować rogi zeszytu, który zgniotła torba przyjaciółki. – Powiesz coś?
Dwubarwne oczy spojrzały na nią ze złością, po czym wróciły do obserwacji sufitu.
– Co to było, co? Tam na dole? – dociekała Tris, trącają ją łokciem. Gdy to nie pomogło, zaczęła ją kopać po kostce, aż Hei dotarła do granic swojej cierpliwości, gdzie już nie mogła ignorować bodźców z zewnątrz, bo by chyba eksplodowała.
– Przestań! – syknęła, rozeźlona. – Nie widzisz, że nie jestem w nastroju?! Czego chcesz?!
– Widzę, że ci przeszły mdłości – zauważyła blondynka, nadmuchując policzki. Kąciki ust Hei lekko się uniosły, choć dziewczyna z całych sił walczyła, by się przypadkiem nie uśmiechnąć. – To co? Powiesz mi, o co chodzi z panem Kaszalotem?
– Nie – warknęła Heivika. – I nie nazywaj go tak.
– Bo co?
– Bo gówno.
– Nie ma co, twoja argumentacja zawsze mnie jakoś przekona – zakpiła Tris, a kiedy Hei znów umilkła, wyszczerzyła zęby w uśmiechu, przysunęła się do niej, jakby chciała zdradzić jej coś w tajemnicy i wyszeptała: – …kaszalot.
Kiedy to nie pomogło, dodała jeszcze:
– Kaszalot.
Kilka razy.
– Kaszalot, kaszalot, całe stado kaszalotów!
– SKOŃCZYSZ WRESZCIE?!
– Nie, to dopiero początek wykładu – odpowiedział z dołu Hatake. – Ale jeśli ty chcesz kontynuować, to proszę bardzo.
W sali zapadła cisza.
– Nie chcę – odpowiedziała głośno Hei, ale patrzyła ze złością na Tris.
– W takim razie wróćmy do tematu. Jak mówiłem, zanim mi przerwano, ten dziewiętnastowieczny erotyk powstał, gdy…
– Jesteś z siebie zadowolona? – mruknęła Heivika, mierząc wściekłym spojrzeniem blondynkę, która ciągle szczerzyła zęby, chociaż miała na tyle przyzwoitości, by próbować ukryć przed nią uśmiech.
– Mogłaś mi powiedzieć po dobroci – powiedziała na swoją obronę Tris, gdy już przestała chichotać. – Zrobisz to teraz, czy mam sięgnąć po naprawdę ciężką artylerię?
– Wal się.
– No to zapytamy profesora…
Tris  zwróciła się przodem do wykładowcy i uniosła w górę dwa palce, zgłaszając się, by zabrać głos. Hei natychmiast zaczęła ją powstrzymywać, łapiąc za jej rękę i próbując ściągnąć ją w dół.
– Odbiło ci?!
– Znasz mnie, nie odpuszczę. – Tris odchyliła się, udając, że zamierza wyciągnąć drugą rękę, do której Hei nie mogłaby dosięgnąć. – Cały rok robisz do niego maślane oczy, myślisz, że nie zauważyłam? A teraz nie chcesz mi powiedzieć, co się stało!
– Dobra! – poddała się Heivika. – Tylko się już przestań wydurniać!
– A, to ja się wydurniam. – Tris usiadła prosto, znów się uśmiechając. – Nie, kochana, dzisiaj to ty wychodzisz na głupka. Od samego rana.
– Super.
– No co, nie ja rzygałam przed uczelnią, a potem publicznie zarywałam do profesora, który publicznie mnie spławił.
Hei wyglądała, jakby ktoś jej przywalił cegłą prosto w twarz.
– Dzięki. Naprawdę mi pomagasz. Mój potłuczony umysł już wie, że zrobiłam z siebie idiotkę. I wiesz co? – cedziła Heivika. – Teraz mam myśli samobójcze!
– O nie, nie będziesz mnie obwiniać za swoją głupotę – zaperzyła się Tris. – A teraz gadaj, co jest między tobą, a kasz… Kakashim.
Hei wzruszyła ramionami.
 – Nic. – Przewróciła oczami, widząc powątpiewającą minę blondynki. – Wymieniliśmy parę maili… po nocach… tyle.
– Zadziwiasz mnie, koleżanko. Dotąd znałam cię od innej strony.
– Hmm?
– No, zwykle po nocach to ty maili nie wysłałaś, więc ciężko mi teraz uwierzyć, że to wszystko, co masz mi do powiedzenia.
– No dobra, raz zostawił mnie po wykładzie… Ale do niczego nie doszło.
– Jak to możliwe?
Hei rzuciła jej czarno–niebieskie, zniecierpliwione spojrzenie, które niosło twardy, jasny przekaz: nie będziemy dłużej o tym rozmawiać
– Lepiej powiedz, gdzie ty się szlajałaś po nocy.
– No wiesz, nie pozostawiłaś mi zbytnio wyboru. – Tris zrobiła naburmuszoną minę.
– Wiem, sorry za to – skrzywiła się Hei. – Trochę wczoraj przegięłam. – Podrapała się po karku z zażenowaniem.  – Ale przynajmniej było warto. – Jej twarz szybko rozjaśnił pełen zadowolenia uśmiech.
– Ech, jesteś pieprznięta. I deprawujesz mnie.
– I tak mnie lubisz.
– Wierz mi, ciągle się zastanawiam: dlaczego.
– Swój do swego.
Obie dziewczyny uśmiechnęły się w identyczny sposób.
When our older bones are missing
– Czyli co? Byłaś z Itachim? – Tym razem Hei chciała pociągnąć przyjaciółkę za język.
– No byłam – odparła Tris, nabierając podejrzeń, widząc pełną dezaprobaty minę Heiviki. – Sama mnie z nim poznałaś, pamiętasz?
– No tak, mój błąd – westchnęła czarnowłosa.
– Dlaczego tak mówisz? – nachmurzyła się Tris. – O czym nie wiem?
– Że to zimny, wyrachowany, nieczuły drań – oznajmiła Hei. Poczuła ukłucie niepokoju, gdy dostrzegła w oczach koleżanki pełen zaciekawienia błysk. – Czyli taki w twoim typie…
– Opowiedz mi o nim – poprosiła Tris, podpierając brodę na ręku i rozsiadając się wygodnie, jak do wysłuchania ciekawej opowieści.
– Dobra, ale potraktuj to jako przestrogę – zgodziła się niechętnie Heivika. – Itachi jest… w zasadzie ciężko powiedzieć.
– Co? Tylko tyle?! – zbulwersowała się Tris, gdy milczenie Hei się przedłużyło i zdawało się, że dziewczyna nie wznowi rozmowy.
– Prawie. Zastanawiam się, jakby ci to wyjaśnić, żebyś zrozumiała. – Hei splotła palce i zaczęła strzelać z kości. – Może tak: jest powód, dla którego nie utrzymuje z nim kontaktu, mimo, że to niemal moja jedyna rodzina.
– Nigdy nie mówiłaś o swojej rodzinie.
– No właśnie mówię. Mam powody.
– Miałaś mi to wyjaśnić, a nie czynić tego jeszcze bardziej tajemniczym.
– Staram się, dziewczyno, daj mi szansę – warknęła Hei. – Ja i Itachi nigdy się nie dogadywaliśmy. Ja mam trudny charakter, ale to on ma wszystkie mistrzowskie tytuły  w tej kategorii. Dorastaliśmy wspólnie, a z wiekiem nasze poglądy tylko coraz bardziej się rozmijały. Przestałam go rozumieć, potem lubić. On też za mną nie przepadał, ale cała nasza rodzina trzymała się razem, byli z sobą bardzo zżyci, więc musieliśmy się jakoś tolerować. Do czasu…
– Co to znaczy? – spytała blondynka, gdy cisza znów się przeciągła. Zastanawiała ją forma, jakiej używa Hei mówiąc o swojej rodzinie, że „byli”. Tak jakby już nie istnieli i jakby ona do nich nie należała.
– Takie tam, rodzinna tragedia. Kiedy wróciłam, okazało się, że z całej mojej rodziny – rzuciła Tris krótkie spojrzenie, ale ciężko było określić, czy jest one pełne bólu, żalu, czy złości – żyje tylko Itachi. No i ten gówniarz, jego brat, skończony imbecyl. Mam nadzieję, że się zaćpał w tym swoim durnym gangu. Ostatni raz, jak go widziałam, wydawało mu się, że węże wyrastają z różnych części jego ciała. – Hei z politowaniem pokręciła głową. – Prawda taka, że mi też trochę odwaliło, ale… No chyba każdy potrzebuje czasu, żeby otrząsnąć się po czymś takim. Prawie każdy – poprawiła się z przekąsem.
– Mówisz o Itachim? – domyśliła się Tris, a Hei skinęła głową.
– On jedyny jakoś się trzymał. Nawet nasz dalszy wujek, kiedy dowiedział się o tym nieszczęściu, zdziwaczał, a po Itachim to wszystko spłynęło. Jest ode mnie młodszy, mimo to już skończył studia. Nie próżnował, podczas gdy ja zbierałam się do kupy.
– Więc nie lubisz go, bo jest od ciebie bardziej stabilny emocjonalnie? Bo nie okazuje słabości? – skonkludowała Tris. Hei spojrzała na nią ze zdziwieniem. Twarz przyjaciółki miała nieodgadniony wyraz. Ciężko było stwierdzić, czy dziewczyna się naigrywa, czy naprawdę tak myśli.
– Skoro tak to widzisz. – Hei wzruszyła ramionami, odwracając się od niej i wygrzebując z torby zeszyt z notatkami, jakby postanowiła nagle skupić się na wykładzie.
– Przepraszam – powiedziała Tris, nim jeszcze Heivice udało się znaleźć długopis. – Nie powinnam była tak mówić, właśnie mi się zwierzyłaś z czegoś takiego, a ja… Nie chodziło mi o to, że jesteś… – zacięła się, nie wiedząc, jak się wytłumaczyć.
– Zapijaczoną babą, która nie radziła sobie z problemami?
– Jezu. Nie miałam tego na myśli, naprawdę – zapewniała. – Nie wiem, co mnie napadło…
Tris naprawdę nie wiedziała. Jak wytłumaczyć ten nagły przypływ lojalności względem Itachiego, który poczuła, gdy Hei zaczęła niepochlebnie się o nim wyrażać. Po prostu musiała stanąć w jego obronie, dopuszczając się tego słownego ataku na przyjaciółkę.
– Ale… To po co mnie z nim poznałaś, skoro teraz tak przedstawiasz sprawę? – zagadnęła znowu, zastanawiając się, czy Hei się nie obraziła.
Czarnowłosa ponownie wzruszyła ramionami i Tris już myślała, że na tym się skończy i będzie musiała kupić jej czteropak na przeprosiny, ale ta jednak odpowiedziała:
– Zaskoczył mnie. Najpierw podesłał tego swojego kumpla, a jak ten mnie zmiękczył gadką i alkoholem… Wiesz jak to ze mną jest. Jak wypiję za dużo, kocham wszystkich, więc nagle dawno niewidziany kuzyn, którego nawet nigdy nie lubiłam, został przeze mnie obdarowany czułością, na jaką nie zasługuje. – Spod ciemnej grzywki i ciężkiej powieki łypnęło na blondynkę czarne oko. – Trzymaj się od niego z daleka, Tris. Dobrze radzę.
Tris poczuła jak wzdłuż kręgosłupa przebiega jej dreszcz. Przez chwilę myślała, że patrzy na nią Itachi.
But our hearts will never meet
– A co się stało z twoim identyfikatorem? – przypomniała sobie, zmieniając temat, na który już nie miała ochoty dyskutować.
– Pożyczyłam temu gościowi. – Widząc, ze Tris nie kojarzy, dopowiedziała: – Temu, co został na noc.
– Że co?
– Chciał się rozejrzeć po mojej uczelni – wyjaśniła Hei, nie odrywając się od notatek, które zaczęła przeglądać. – Mówił, że zamierza się tu przeprowadzić, ale najpierw chce się upewnić, czy szkoła jest dobra.
– I tak bez niczego dałaś mu swoją przepustkę?
– A co miałam z nim najpierw podpisać cyrograf? Nie panikuj. W końcu to znajomy mojego kuzyna, a ta plakietka nie jest chyba ze złota, żeby ją próbować opchnąć na e-bayu.
– No tak, ale… I tak jakoś dziwnie. Nie mógł się postarać o swoją przepustkę?
– Wiesz ile to trwa. Zrobiłam mu przysługę, tyle.
– Całą noc mu te przysługi robiłaś – mruknęła cicho Tris, czym przebiła się przez chłód Heiviki, który emanował z niej po niefortunnym komentarzu blondynki.
– W nocy akurat zawieraliśmy pełne wzajemnych korzyści transakcje…
– Żadnych szczegółów, mówiłam.
– Sama się prosiłaś.
Przez jakiś czas obie dziewczyny poświęcały swoją uwagę temu, co się działo na zajęciach, ale coś jeszcze nie dawało Tris spokoju.
– Hei? – zaczepiła ją, obgryzając nasadkę długopisu. – Ale przecież u was nie ma tak nowocześnie. W sensie, nie ma bramek, tylko sprawdzają starym sposobem, porównując twarz ze zdjęciem, no nie?
– No… Niby tak, ale rzadko kiedy poświęcają temu należytą uwagę – wytłumaczyła Hei, marszcząc brwi. – Zwykle machasz im identyfikatorem przed nosem i idziesz dalej.
– A jak się zechcą temu przyjrzeć?
– Sama zauważyłaś, że ma gościu delikatne rysy twarzy. Może przejdzie – zarechotała cicho.
Tris popatrzyła na nią, jak na wariatkę.
– Hei. Masz czarne włosy, a jakby umknęło ci coś, prócz imienia tego gościa, to on jeszcze wczoraj na wieczór był blondynem.
– Ło Jezu, wielkie mi halo. To mnie też by musieli nie wpuszczać, bo jak robiłam sobie to zdjęcie, miałam włosy ufarbowane na niebiesko.
Zanim Tris zdążyła się do tego odnieść, dało się słyszeć odległy, ale wciąż mocny, tubalny odgłos. Niepokojący, jakby wybuchu. Kilku studentów wstało z miejsc, wyciągając głowy w kierunku wysoko umieszczonych okien sali. Ktoś wskazywał palcem na jedno z nich. Zanim powstawało więcej osób, wszystko zaczęło drgać. Najpierw szyby, potem przedmioty na ławkach, w końcu sala, cały budynek drżał w posadach. Niektórzy zrywali się w popłochu, coraz więcej osób patrzyło w okna i coś sobie pokazywało. Tris też tam spojrzała i zobaczyła, że na horyzoncie upstrzonym budynkami ku niebu wzbija się struga ciemnego dymu, która się rozszerza, puchnie, zmieniając kształt.
– Co się, kurwa, odpierrrdala? – usłyszała głos Heiviki, która wraz z nią patrzyła w okno.
Kakashi próbował zapanować nad paniką, jaka zaczęła ogarniać jego uczniów. Uciszał ich i uspokajał, próbując przekonać, że powinni pozostać na swoich miejscach, ale znalazł posłuch dopiero, gdy przez aule przetoczyły się piski i trzeszczenie z głośników radiowęzła, znajdujących się w rogach sali.
…szszsz… Wszyscy słuchacze uproszeni są pozostać w swoich klasach i pod żadnym  pozorem nie opuszczać budynku, póki nie zostaną sprawdzone kwestie bezpieczeństwa. – Komunikat się skończył, ale głośniki ożyły raz jeszcze: – Wykładowcy proszeni są o dopilnowanie porządku. To nie są ćwiczenia. Powtarzam: to nie są ćwiczenia.
Znów rozległ się szum i głośniki zamilkły. Na sali zapadła cisza. Tak jak wszyscy przed chwilą mówili jeden przez drugiego, tak teraz nikt nie mówił nic. Studenci patrzyli za okno albo na siebie nawzajem. Wśród wszystkich narastał strach.
Hatake chrząknął. Ten odgłos, dzięki dobrej akustyce, potoczył się echem po sali. Wszyscy zwrócili na niego uwagę, jakby oczekiwali, że profesor poda im sensowne rozwiązanie.
– Raczej nie powinienem tego robić, ale… – Potoczył wzrokiem po studentach. – Ufam, że moi uczniowie są na tyle dojrzali, by wiedzieć, że panika nie jest wskazana. Nic nam nie da wybieganie stąd w celu narażenia życia… Póki co tutaj jesteśmy bezpieczni, inaczej zarząd zarządziłby ewakuację, ale zakładam, że wszyscy chcemy też wiedzieć, co się dzieje.
Po sali przemknął pomruk aprobaty.
To Kakashiemu wystarczyło. Z szuflady biurka wygrzebał pilot, którym uruchomił ogromny telewizor, wiszący pod sufitem sali. Przełączył go na odbiór kablówki i śmigał po kanałach, dopóki nie trafił na regionalny kanał informacyjny. Na ich oczach reporterka widoczna na ekranie przełączyła się z emitowanego dotąd materiału na wydarzenia, które rozlegały się w ich sąsiedztwie. Ujrzeli obrazek niemal identyczny z tym, który widzieli za oknem. Pod wiadomościami pojawił się żółty pasek, na którym na bieżąco podawano najświeższe informacje.
Atak terrorystyczny w Konosze. Trzynastu rannych, pięciu w stanie krytycznym, czterech zabitych…”
Obraz się zmienił. Teraz przedstawiał główne wejście na uczelnie artystyczną, jedyną, jaka działa w ich mieście. Z wysokich schodów, prowadzących do niej, ostało się zaledwie kilka stopni. Wszystko spowijał dym.
– …to pierwszy taki atak przeprowadzony bezpośrednio na jednostkę naukową w kraju… – relacjonował na żywo reporter. – Nie wiemy, jaka organizacja za tym stoi, ani jaki był cel zamachu. Zamachowiec nie zgłosił żadnych żądań, do wiadomości publicznej podano, że… – Reporter nagle przycisnął do ucha słuchawkę, jaką miał w nim umieszczoną i wciąż patrząc w kamerę, milczał. Odezwał się dopiero po dłużej chwili: – Szanowni państwo, właśnie otrzymałem informację, że nasza ekipa dysponuje amatorskim nagraniem wideo, przedstawiającym sprawce zamachu oraz pełne grozy chwile, jakie rozegrały się tuż przed wejściem na akademię artystyczną w Konosze… z uwagi na drastyczność materiału, uprasza się wszystkich widzów o słabych nerwach oraz tych niepełnoletnich o odejście od odbiorników…
 Po sali przebiegł szum podekscytowanych głosów. Tv wyświetliło nagranie. Przedstawiało szarpaninę, jaka miała miejsce przed uczelnią. Wyglądało na to, że dwóch przedstawicieli ochrony wyprowadzało z niej młodego mężczyznę o blond włosach, związanych w wysoki koński ogon. Sprowadzili go po kilku stopniach, kiedy ten wyrwał się i odrzucił płaszcz, w który był ubrany. Nawet na słabej jakości wideo, można było rozpoznać, że pod nim mężczyzna był opatulony w ładunki wybuchowe. Rozbrzmiał jego okrzyk, a potem był tylko wybuch. Na nagraniu było go widać całkiem dobrze. Eksplozja, która zmiotła kawałek miasta.
Tris nie odważyła się spojrzeć na Hei, która od początku nagrania wbijała jej paznokcie w ramię, kurczowo się jej trzymając. Wiedziała, że czarnowłosa ma te same skojarzenia, co ona. Co gorsza, była pewna, że obie się nie mylą.
Wiadomości wróciły do przedstawiania reportażu z miejsca zdarzenia. Pasek pod nimi zdawał się coraz bardziej żółty. „Już pięć ofiar…” Dziennik raz za razem odtwarzał widziane wcześniej wideo, starając się coraz bardziej przybliżyć i wyostrzyć sylwetkę zamachowca. W końcu uścisk Hei osłabł na sile. Czarnowłosa zabrała rękę, przykładając ją sobie do ust.
– Niedobrze mi – wysapała do Tris i wstała, przeciskając się przez studentów. Nie zważając na ich okrzyki i nawoływania Hatake, wybiegła z sali.
– Musiała do toalety – usprawiedliwiła ją Tris . – Przypilnuję jej – dodała, zwracając się do profesora, który z przyzwoleniem kiwnął głową.
– Jeśli ktoś jeszcze chce skorzystać, proszę, by zaczekać. Będziecie puszczani do toalet dwójkami… – słyszała za sobą jego głos, otwierając drzwi.
– Hei? – krzyknęła, rozglądając się po korytarzu. Najbliższa toaleta znajdowała się w poczekalni, ale była jeszcze jedna, piętro wyżej, która nie wymagała forsowania bramki i Tris zastanawiała się, do której mogła pobiec przyjaciółka.
Ruszyła do tej na parterze, a im bliżej bramki była, tym bardziej zwalniała kroku, rozpoznając posturę postaci, stojącej tuż za nią.
– Witaj, Tris – usłyszała aksamitny, cichy głos. – Zastanawiam się… Czy możesz mnie wpuścić? – Mężczyzna zacisnął palce o pomalowanych na ciemny kolor paznokciach na bramce. – Jest tu kilka alarmów, których nie chciałbym uruchomić, a mam kilka spraw do załatwienia na twojej uczelni…
Uśmiechał się przy tym, jakby ktoś zatrudnił go przy produkcji horroru. Jego oczy błyszczały, nienaturalnie. Były dwoma czerwonymi, świecącymi krążkami. Inaczej mówiąc, mężczyzna budził upiorne wrażenie. Z całą pewnością, ktoś taki jak on, nie powinien szwendać się po uczelni w nieznanych zamiarach.
Tris odpowiedziała na jego wezwanie uprzejmym uśmiechem. Podeszła do bramki lekkim krokiem i przyłożyła do czytnika swój identyfikator. Rozległo się wesołe piśnięcie i Itachi znalazł się na terenie szkoły.
– To gdzie macie teraz zajęcia?
Tris złapała go za rękę i poprowadziła do sali wykładowej, którą dopiero co opuściła.





Członkowie Akatsuki:

Follow by Email

Shinobi Ukrytych Wiosek:

Archiwum bloga

Kliknij w Kyuubi'ego

Kliknij w Kyuubi'ego
Będzie Ci donosił, gdy Wilczy znowu coś tu nabazgroli.

O Wilczym:

Moje zdjęcie
Jestem piekielnym ogarem. Ucieleśnieniem wrót do Tartaru. Jestem latem. Jestem polana benzyną. Jestem parnym tchem promieni. Szeleszczę jak huragan wśród liści. Jestem powietrzem. Jestem kolorem indygo. Jestem złowieszczą opowieścią na dobranoc. Nie jestem twoja i nie jestem nikogo innego. Jestem kawałkiem z ogniska i zakrętką mineralnej wody. Nie dosięga mnie percepcja krzyku, zrozum to, zrozum. Mam wielkie bezduszne serce i nie potrafię kłamać. Kocham mieć święty spokój. Jestem całkiem prosto skomplikowana.

Inforrrmacje.

Obrazki do szablonu zaczerpnęłam z DA. Przygotówkę, napis w nagłówku, lekkie przerobienie tła rąbnęłam sama, posilając się kodami. Dziękuję artystom z DA, że udostępniają swoje prace. Thx i składam hołd.